Wygrać siebie. Wywiad z aktorkami młodego pokolenia

Tekst: Agnieszka Litorowicz-Siegert, zdjęcie: Aleksandra Modrzejewska

Data publikacji: 05.03.2025

Wygrać siebie. Wywiad z aktorkami młodego pokolenia

Tekst ukazał się w magazynie Twój STYL nr 4/2025

Eliza Rycembel wykreowała poruszającą rolę Marty w filmie Boże Ciało, Ola Adamska tak dobrze zagrała Pati w Skazanej, że dostała swój serial, Kamila Urzędowska zachwyciła jako Jagna w animowanej wersji Chłopów. Od takich sukcesów może zaszumieć w głowie. Nie w ich przypadku. Młode aktorki nie lubią, gdy mówi się o nich „gwiazdy”, nie chcą sprzedawać życia prywatnego, by zyskać popularność w sieci. Wiedzą, że świat kina oferuje dziś wielkie możliwości, jednak za wygraną wystawia słone rachunki. Kariera? Tak, ale tylko w zgodzie ze sobą. A to niejedyna nowość.

Skala marzeń 

Trzydzieści lat temu Katarzyna Figura zagrała w filmie Roberta Altmana. Asystentka Sissi to ledwie rólka, ale fakt, że Polka wystąpiła w Hollywood, komentowały wszystkie media. Dziś Joanna Kulig należy do Amerykańskiej Akademii Filmowej przyznającej Oscary, Marcin Dorociński występuje w zagranicznych hitach, jak choćby Gambit królowej, a polski serial Udar z Jackiem Poniedziałkiem zadebiutował w Australii, a nie u nas. Czy w erze globalizacji pragnienia i ambicje młodych polskich aktorek pozostały takie jak kiedyś? – Aktorstwa uczyłam się m.in. w Lart studiO. Jego założyciel i wykładowca Leszek Zdybał zapytał kiedyś: „Jak myślicie, czy Maryl Streep w waszym wieku marzyła o tym co wy? Chciała tego samego, tylko urodziła się w innych czasach, miała inne, mniejsze możliwości”. I rzeczywiście, gdy myślałam: do trzydziestki zagram w filmie nominowanym do Oscara, to była wizja dziewczyny, która nic nie wiedziała o branży, ale nie czuła ograniczeń – mówi Kamila Urzędowska. Śmiałość jej marzeń nie była na wyrost. Zagrała główną rolę w filmie Chłopi Doroty Kobieli (DK Welchman) i Hugh Welchmana, który był blisko oscarowej nominacji.

– Nieosiągalnych marzeń jest coraz mniej – uważa Aleksandra Adamska. – I staram się ich nie kreować. Cieszę się z tego, jak przebiega moja zawodowa droga. Kocham Polskę, uważam, że tworzymy piękne, doceniane na świecie kino. W książce Transfering rzeczywistości Vadima Zelanda jest mowa o tzw. nadmiernych potencjałach. Gdy za bardzo skupiamy się na chciejstwie, odbieramy sobie energię rozwoju. Nie boję się, że pociąg do Hollywood mi odjedzie. Robię swoje, jestem otwarta na to, co czeka na mnie na kolejnych peronach.

Eliza Rycembel zagrała w polskim filmie, który stał się światowy. W 2020 roku Boże Ciało (reż. Jan Komasa) zostało nominowane do Oscara. – To otworzyło mi drzwi na inne rynki. Chciałabym pracować za granicą. Pojawiły się serwisy streamingowe, aktorzy stają się widoczni globalnie – mówi. Platformy z rozmachem produkują własne filmy i seriale. – Dzięki nim mamy pracę. Ale jakość tych projektów jest różna, decydują wymagania widzów. I nie ma w tym nic złego. Pewne rzeczy mogą mi się nie podobać, jednak skupiam się na plusach – niektóre serwisy streamingowe wprowadzają nowe standardy współpracy z aktorami. Normą staje się obecność koordynatora intymności na planie, a jeśli ktoś uzna, że jego granice są przekraczane, może to zgłosić, opowiedzieć, co się dzieje, i dostanie pomoc. To dobra zmiana – uważa Eliza. Minusy? Komercjalizacja. Produkcje własne wielkich rynkowych graczy zmiatają kino niszowe, artystyczne. Andrzej Kondratiuk czy Jan Jakub Kolski mieliby dziś słabe szanse, żeby się wybić.

Na szczęście tęsknota za kinem pięknym, choć trudnym i  mniej dochodowym, nie umarła. – Kocham filmy Larsa von Triera, surowe, szczere, żywe. Marzy mi się praca z ludźmi, którzy biorą kamerę na ramię i rejestrują. Nieważne, jak wyglądasz – masz zwyczajnie być, wcielać się w postać i przez chwilę żyć jej życiem. Mam nadzieję, że twórcy zatęsknią za takim kinem. Bo nawet my, młodzi aktorzy, jesteśmy zmęczeni pracą, w której nie ma czasu ani przestrzeni, żeby przystanąć, zastanowić się nad istotą tego zawodu – mówi Kamila.  

Tajny świat castingów 

Pamiętacie Pati z jej charakterystyczną chrypką, seplenieniem, kanciastym sposobem bycia? Aleksandra Adamska nie była oczywistym wyborem do roli. Trwała pandemia, aktorzy wysyłali reżyserom obsady tzw. self-tapy. Ola nie nagrała wymaganych przez produkcję scen, ale zaproponowała swoją wersję bohaterki: „Ja nie jestem żadną aktorzyną, żadnych scen nagrywać nie będę, powiem wam, kim jestem” – mówiła głosem Pati. Początkowo dla niektórych ta propozycja była za mocna. Ola jednak pomyślała: albo zagram tak, albo wcale! Zaryzykowała i wygrała. Gdyby Kalina Jędrusik, Beata Tyszkiewicz czy Danuta Szaflarska chciały teraz dostać rolę, też musiałyby stawić się na castingu. – Przed laty filmów i seriali kręcono mniej, ale i konkurencja wśród aktorów była mniejsza. Podobno większość siedziała w warszawskiej wytwórni filmowej na Chełmskiej, przychodził reżyser i wskazywał palcem: biorę ciebie, ciebie i ciebie – mówi Kamila. – Aktor miał zapewnioną pracę, choćby w roli drugo-, trzecioplanowej. Teraz nawet reżyserzy są castingowani. Producenci decydują, kto im dany projekt „dowiezie”. Dla młodych aktorek sam casting nie jest opresyjny. Wyzwanie to dotrzeć w porę do informacji o nim. Eliza od początku miała szczęście, pierwszą rolę, w filmie Obietnica (reż. Anna Kazejak), dostała dzięki poleceniu Romy Gąsiorowskiej, u której brała lekcje. Miała osiemnaście lat, ale Roma uznała, że może zagrać młodszą dziewczynę. Podpowiedziała to producentowi i Elizę zaproszono na zdjęcia próbne. Dziś wie, że szczęście to nie wszystko. Dużą rolę odgrywa agent, który wie o odbywających się castingach, ale też walczy o swoich podopiecznych. – Mam wielu zdolnych znajomych po szkołach teatralnych, którzy nie dostali od razu szansy, by pojawić się w filmie. Dlatego cieszę się, że powstają platformy, na których reżyserzy obsady z Polski i ze świata publikują informacje o castingach. Dzięki temu jest większa transparentność i więcej możliwości – uważa Eliza.

Kamila wyjaśnia, co się liczy, kiedy aktorka jest już poważnie brana pod uwagę przez producentów. – Oprócz tego, czy masz talent, dobrze wyglądasz, czy sprostałaś ostatniej roli, ważne jest też, czy sprzedasz film, ilu masz obserwujących na Instagramie. Chodzi o to, czy twoje nazwisko się klika. 

Dyktatura lajków 

Kiedy wyszły na jaw kontrowersyjne wpisy internetowe Karli Sofii Gascón, odtwórczyni

Pozostało 70% artykułu

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp
do wszystkich artykułów miesięcznika Twój Styl

PRENUMERATA AUTOODNAWIALNA WYDAŃ CYFROWYCH

  • Wyjątkowa oferta cenowa tylko dla subskrybentów
  • Dostęp przez przeglądarkę internetową lub dedykowaną aplikację
  • Automatycznie odnawialne zamówienie bez dodatkowych procedur
  • Możliwość rezygnacji z subskrypcji w dowolnym momencie
  • Ulubione treści zawsze w zasięgu ręki

4.9 zł miesięcznie

Kup teraz
Twój Styl

Masz już wykupioną subskrypcję?

Zaloguj się