Wszystkie moje przełomy. Wywiad z Magdaleną Popławską

Rozmawiała: Anita Zuchora , fotografował: Adam Pluciński/MOVE

Data publikacji: 20.09.2023

Wszystkie moje przełomy. Wywiad z Magdaleną Popławską

Tekst ukazał się w magazynie PANI nr 10/2023

Świadoma, szczera, bezkompromisowa. Z prawdziwą przyjemnością zapraszamy na spotkanie z wybitną aktorką teatralną i filmową, Magdaleną Popławską.

PANI: Zacznijmy od ciała, sprawiasz wrażenie osoby mającej ze swoim ciałem jakiś nadzwyczajny kontakt, co wcale nie zdarza się często.

MAGDALENA POPŁAWSKA: Wiesz, wiele osób mi to mówi, więc coś w tym musi być. Rzeczywiście, czuję się spójna z moim ciałem i ono często mi różne rzeczy pod­powiada. Wydaje mi się, że ludzie nie do­ceniają ciała, zapominają o nim, a w moim zawodzie to podstawowe narzędzie oprócz wyobraźni i wrażliwości. Bardzo na nim polegam. Poza tym przecież ono pamięta dużo więcej niż głowa, która za pomocą różnych mechanizmów obronnych potra­fi nam zablokować dostęp do wspomnień czy uczuć. Co nie znaczy, że nie zmagam się z kompleksami. Tylko dzisiaj już rozu­miem, że wszyscy je mamy, więc mam większy luz. Poza tym nie panuję nad nim tak, jak bym chciała, na przykład w mo­mentach dużego stresu potrafię się nagle popłakać, co bywa niezręczne.

Nikt, kto widział cię w tanecznym spektaklu „Nancy. Wywiad” zainspiro­wanym tragiczną relacją basisty zespołu Sex Pistols, Sida Viciousa, i Nancy Spungen, nie uwierzy w twoje niepanowanie nad ciałem.

Och, uwielbiałam ten spektakl! Praca nad nim bardzo mi pomogła. Zawsze miałam szczęście pracować z fascynującymi ludź­mi, którzy w dodatku bardziej we mnie wierzyli niż ja sama. Claude Bardouil, któ­ry mnie zaprosił do „Nancy...”, widział we mnie potencjał, o który sama się nie podej­rzewałam, i był wyjątkowo cierpliwy. Od początku mówiłam, że nie dam rady, nie umiem, nie mogę, a on dzielnie ignorował moje strachy. W przerwach treningów oglądaliśmy dokumenty o Ninie Simone, Amy Winehouse, Sidzie i Nancy i ich in­tensywnej, choć toksycznej relacji. Czyta­liśmy o bohaterach ruchu punkowego. O zatracaniu się w uzależnieniach i samot­ności na szczycie. Ale podstawą była wy­czerpująca praca fizyczna nad wytrzyma­łością, kondycją i rozciągnięciem.

Musiałaś mieć predyspozycje, bo przecież elastyczności nie wypracowuje się ani łatwo, ani szybko.

O tak, moi znajomi zawsze żartowali, że na imprezach już po niewielkiej ilości alkoholu budzi się we mnie człowiek guma. Na­wet był taki moment w moim życiu, kiedy chciałam na poważnie trenować gimna­stykę. Dostałam się do szkoły gimnastyki artystycznej. Ale gdy zobaczyłam, jaki pa­nuje tam reżim i jak krzyczy się na te dziewczyny, uznałam, że to absolutnie nie na mój niepokorny charakter. Wytrzyma­łam trzy dni i powiedziałam: dosyć. Jednak sylwetka po tacie wuefiście, miłość do ru­chu i wrodzone predyspozycje miały się później przydać.

Po spektaklu „Nancy. Wywiad” zaczęłaś inaczej traktować samą siebie?

Tak. Już w trakcie tej pracy czułam zmia­nę, ale dopiero po premierze ją zrozumiałam. Poczułam satysfakcję z przekraczania swoich granic i dobrą energię. Nie tylko Claude’a, który wierzył we mnie od po­czątku. Taka wiara pomaga się rozwijać. I wtedy spojrzałam na siebie trochę ina­czej, z większą życzliwością. Zaczęłam za­stanawiać się, czy warto się tak szarpać i cały czas podważać własną wartość. Po­stanowiłam, że chcę to zmienić. Wróciłam na terapię i pracuję nad tym. Zdecydowa­łam się też na leczenie farmakologiczne. I poczułam ulgę. Namawiam wszystkich na szukanie pomocy. Bo stan, w którym ciągle widzisz szklankę do połowy pustą i przywiązujesz się do swoich najgorszych schematów, powoduje, że życie staje się męczące. Leczenie depresji czy innych sła­bości sprawia, że żyje się po prostu łatwiej. Cały czas spotykam się z ignorancją i spo­łecznym oporem w tej sprawie. Jakby to była tylko sprawa charakteru. Kiedy po­dejmie się leczenie, problemy nadal istnie­ją, ale nie ma wewnętrznego przekonania, że nie da się ich rozwiązać. Jaki to jest komfort! Teraz czuję się ze sobą dobrze.

Macierzyństwo coś w tobie zmieniło?

Tak, to kolejny wielki przełom w moim ży­ciu. Dowiedziałam się, że potrafię kogoś aż tak kochać. Wcześniej nie miałam pojęcia, że takie bezwarunkowe uczucie jest w ogóle dla mnie dostępne. To wszystko we mnie zmieniło. Przyspieszyło moją po­trzebę pracy nad sobą. Ale macierzyństwo to też w pewnym sensie niewola – stajesz się niewolnikiem tej burzy uczuć do dzie­cka i odpowiedzialności na całe życie. Piękne i trochę przerażające!

Gdybyś miała porównać swoje doświadczenia z dzieciństwa do tego, jak sama wychowujesz córkę...

To jest przepaść. Byłam wychowywana w czasach, kiedy na dzieci się krzyczało, ignorowało je, bo przecież „dzieci i ryby głosu nie mają”. Właściwie wszędzie, w domu, w szkole, w kościele (wtedy jesz­cze byłam mimowolnym członkiem Koś­cioła). Świat się zmienił. Nasza świado­mość na temat psychologii dzieci jest nieporównywalna. Mamy na nie olbrzymi wpływ i niewielki równocześnie. Czytam na ten temat, ale też obserwuję, jak inni sobie radzą, i polegam na mojej intuicji. To moje jedyne dziecko, więc niestety na niej się wszystkiego uczę. Po prostu kocham ją i staram się traktować ją poważnie, jak osobę, która ma swoje prawa i wymaga szacunku. Ale nie da się nie popełnić żad­nych błędów. I z tym też trzeba się pogo­dzić.

Z czym masz trudności?

Jestem DDA i mam ADHD, co generuje pewne problemy. Przerabiam to na terapii, ale wyzwalanie się z tych mechanizmów to długi proces. Z podważania własnej war­tości, nadmiernej odpowiedzialności, trudności w podejmowaniu decyzji. To, niestety, ma również wpływ na moje ro­dzicielstwo. Jesteśmy takimi rodzicami, jakimi jesteśmy ludźmi. Staram się być do­rosła, stawiać granice – mam świadomość, że to moja odpowiedzialność, więc to ja mam ostatnie słowo, właśnie po to, żeby ta odpowiedzialność nie obciążała dziecka. Zawsze jej wysłuchuję i dużo dyskutujemy. Wielu rzeczy uczę się z nią. Otaczam ją mądrymi dorosłymi, żeby widziała, że jeśli ja czegoś nie umiem, to inni potrafią.

Co jest twoim zdaniem najważniejsze w wychowaniu?

Rozbudzenie w dziecku empatii i krytycz­nego myślenia. Chciałabym pokazać jej możliwości, dać szansę na spróbowanie wszystkiego w życiu, ale empatię i kry­tyczne myślenie uważam za podstawę re­lacji ze światem. W pewnym sensie też na tym polega mój zawód – muszę wszystko podważać, pokochać najgorszego potwora. Jakikolwiek materiał trafia w moje ręce, patrzę na niego z każdej strony. Gdy mam do zagrania osobę dobrą, muszę znaleźć jej najgorsze cechy, a jak jędzę - niech przy­najmniej będzie dowcipna. Myślę, że kry­tyczne myślenie jest ważne dla nas wszyst­kich jako obywateli, żebyśmy nie dawali sobie tak łatwo zamydlać oczu.

Nadmiar informacji nie pomaga nam w odróżnianiu tego, co naprawdę ważne i prawdziwe, od rzeczy błahych i fake newsów.

To, co

Pozostało 70% artykułu

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp
do wszystkich artykułów miesięcznika Pani

PRENUMERATA AUTOODNAWIALNA WYDAŃ CYFROWYCH

  • Wyjątkowa oferta cenowa tylko dla subskrybentów
  • Dostęp przez przeglądarkę internetową lub dedykowaną aplikację
  • Automatycznie odnawialne zamówienie bez dodatkowych procedur
  • Możliwość rezygnacji z subskrypcji w dowolnym momencie
  • Ulubione treści zawsze w zasięgu ręki

4.9 zł miesięcznie

Kup teraz
Pani

Masz już wykupioną subskrypcję?

Zaloguj się