Teraz mogę robić, co chcę. Wywiad z Krystyną Jandą
Tekst ukazał się w magazynie PANI nr 10/2026
W tej chwili gra w siedmiu spektaklach. I każda z tych siedmiu ról jest wyjątkowa. „Jak ktoś umie piec dobry tort, to zawsze on będzie smaczny”, mówi nam żartem Krystyna Janda. Wielka aktorka, dla której scena jest i będzie prawdziwym domem.
PANI: Odkąd pojawiła się informacja, że Maciej Kawalski robi nową adaptację „Lalki”, rozgorzała dyskusja, czy taka ekranizacja ma sens. Bo skoro jest już świetny film Wojciecha Hasa z Beatą Tyszkiewicz i Mariuszem Dmochowskim, jest świetny serial z Małgorzatą Braunek i Jerzym Kamasem, to po co? Czy kolejna „Lalka” jest w ogóle potrzebna?
KRYSTYNA JANDA: To prawda, mamy już do dyspozycji dwie wierne, wspaniałe ekranizacje. Ale to wspaniała historia, nasza pozytywistyczna literatura, więc kolejna wersja ma sens wtedy, gdy pojawi się nowe spojrzenie. Gdy postawi nowe pytania. Takie, które będą aktualne i interesujące dzisiaj. Ale czy to się udało? Jeszcze nie wiem, nie widziałam gotowego filmu. Mam nadzieję.
Film to dość klasyczna interpretacja, za to inaczej na powieść Prusa spojrzał w swoim serialu reżyser Paweł Maślona. Zmienił perspektywę na kobiecą, mocno feministyczną. U niego Izabela Łęcka jest ważniejsza niż Wokulski. Obie produkcje mają zresztą premierę w podobnym terminie. A panią co zainteresowało w postaci hrabiny Joanny Karolowej, ciotki Izabeli?
To mała rola, ale przyjemna. Śmieję się, że jestem jedyną osobą, która nie ma problemów i ma pieniądze. A poza tym dawno nie grałam w stylowym kostiumie. Nie w filmie. Karolowa nie zabrała mi dużo czasu, a to było bardzo miłe spotkanie.
Ostatni raz główną rolę w filmie zagrała pani siedem lat temu, w „Słodkim końcu dnia” Jacka Borcucha. I od razu posypały się nagrody, w tym na festiwalu Sundance. Przy pani napiętym grafiku przyjęłaby pani jeszcze taką dużą rolę?
Oczywiście, że bym przyjęła. Choć żeby zagrać Marię Linde w „ Słodkim…”, musiałam wyjechać z Polski na dość długo. Czyli przeorganizować funkcjonowanie naszej fundacji, zmienić plany repertuarowe dwóch teatrów. A gramy 60 tytułów, mamy ułożone plany realizacyjne na trzy lata naprzód. Jesteśmy rozpędzeni i moje dłuższe nieobecności to problem. Dużo gram. W tej chwili siedem ról w naszych spektaklach i pilnuję wszystkich powstających produkcji. Teraz wróciłam z wakacji i będę pracować, żeby inni mogli wyjechać i żeby nadrobić moją nieobecność. Fundacja to moje ukochane dziecko. Staram się od niego nie oddalać.
Dostaje pani dużo propozycji ról w filmach?
Czy dużo, to chyba nie, ale dostaję. I niestety odmawiam. Nie są to dla mnie propozycje, dla których warto „zwariować”. Niedawno pewien młody reżyser namawiał mnie do udziału w filmie, w którym praktycznie nie schodziłabym z ekranu, i przekonywał, że to dla mnie wielka szansa. (śmiech) Może, może. Większość scenariuszy, które dostaję, to bohaterowie z jednego worka: matki złodziei, prostytutek, narkomanów i pijaków. Nie bardzo mnie to interesuje, nie chcę grać w historii polskiego marginesu. Nie obchodzą mnie też obyczajowe opowieści, które nie poruszają żadnych wyższych tematów. W zasadzie już jakiś czas temu wewnętrznie pożegnałam się z ekranem.
A co panią interesuje?
Problemy polskiego inteligenta, bo to jest mi bliskie. No i problemy tego kraju. A są to w tej chwili wielkie problemy, wielkie tematy. Tylko najwyraźniej nie interesują scenarzystów i reżyserów. Ci, zamiast zadawać fundamentalne pytania, wolą się nurzać w codzienności. Pokazywać alkoholika zachlewającego się na śmierć. A inteligent zostaje sam, wyśmiewany, pogardzany i marginalizowany. Jest tyle tematów, którym warto by się przyjrzeć... Chociażby polska medycyna czy polska nauka. Nie mówiąc o polskim prawie czy sądownictwie i wszystkim tym, co w tych środowiskach się dzieje. To nie smutne, to wręcz tragiczne. Tam się zdarzają prawdziwie antyczne tragedie. Interesuje mnie też indywidualny los współczesnego wysoko wykształconego Polaka-Europejczyka.
Wróćmy na chwilę do „Lalki”. W filmie hrabina Karolowa mówi Izabeli, że ona też kiedyś miała marzenia, ale źle na tym wyszła. Pani za to chyba nie bała się marzyć?
Ja miałam skromne marzenia, ale los podsunął mi wielkie szanse. Na przykład wcale nie marzyłam o tym, żeby zostać aktorką. Uczyłam się w liceum plastycznym i planowałam iść na projektowanie ubioru. Na egzaminie do szkoły teatralnej znalazłam się tylko dlatego, że poszłam wspierać koleżankę (egzamin się przeciągał, koleżanka czekała na korytarzu wiele godzin, więc Krystyna Janda weszła do sali, mówiąc, że to niedopuszczalne, a zaintrygowany profesor Aleksander Bardini stwierdził, że to ona powinna podejść do egzaminu – przyp. red.). Więc aktorstwo nigdy nie było moim marzeniem, tylko interesującą pracą, która z czasem stała się sensem życia. Bo co innego dałoby mi taką intensywność przeżyć? Kiedyś w stanie wojennym miałam za to inne wielkie pragnienie, chciałam otworzyć dom dziecka. Zająć się strukturalnie losem chociaż kilkorga nieszczęśliwych dzieci. Ale to się nie wydarzyło. Opiekowałam się kilkoma domami dziecka, zbierałam na nie pieniądze, ale zawsze tylko na marginesie mojej działalności zawodowej. W rezultacie stworzyłam fundację zajmującą się kulturą.
O nagrodach też pani nie marzyła, ale w tym roku dostała pani Orła za tzw. osiągnięcia życia.
To jest miłe, ale prawdziwe życie jest gdzie indziej. Wstaję rano, jadę do teatru, wieczorem wychodzę na scenę i gram najlepiej, jak umiem. Myślę o tym, co chcieliby obejrzeć ludzie i kto to ma zagrać, wyreżyserować. Pracuję od 50 lat niemal całymi dniami. Dawniej, kiedy dzieci były małe, wyjeżdżałam z nimi na długie wakacje, bardziej zajmowałam się „życiem”. A teraz wyjeżdżam rzadko. Głownie pracuję. Ale kocham to, co robię. Więc te nagrody to efekt końcowy ciężkiej, codziennej, zwykłej niezwykłej pracy. Może też i szczęścia.
Dlaczego szczęścia?
O te propozycje, które do mnie przychodziły, nigdy nie zabiegałam. Było ich dużo, a ja mogłam wybierać te, które wydawały mi się najbardziej interesujące. Dostawałam do ręki ważne tematy, interesujące role i miałam wspaniałych reżyserów. Więc mówię, że miałam szczęście, bo zdaję sobie sprawę, że zazwyczaj ten zawód tak nie wygląda. Ten zawód to najczęściej czekanie. W naszej fundacji, w teatrach, młodzi aktorzy często nie chcą podjąć zobowiązania do zagrania czegoś w kolejnym sezonie, bo wciąż liczą na to, że ten ważny telefon zadzwoni, a oni będą mieli zobowiązania. I tego z całego serca im życzę, ale my musimy mieć podpisane umowy, bo nasze teatry to w tej chwili duże przedsiębiorstwo.
I ostatecznie podpisują?
Często rezygnują. (śmiech) Ale ich rozumiem, bo dzisiaj możliwości są inne. Ja zagrałam bodaj w 10 filmach na Zachodzie i to było wtedy coś niespotykanego. Byłam aktorką zza żelaznej kurtyny. A dzisiaj świat jest otwarty, młodzież tuż po ukończeniu studiów zapisuje się do agencji aktorskich w Londynie, w Paryżu, w Nowym Jorku. Oni naprawdę czekają na telefon z przysłowiowego Hollywood. I ci zagraniczni agenci dzwonią! To jest coś, o czym nam się kiedyś nie śniło. A role w polskich produkcjach ogląda świat w internecie.
Drogę do tych zachodnich produkcji otworzyła pani Złota Palma w 1990 r. za „Przesłuchanie”. To do dziś jeden z największych sukcesów polskiego kina. W tym roku też była pani zaproszona na festiwal, gdzie w sekcji Cannes Classics pokazywano odrestaurowanego „Człowieka z żelaza” Andrzeja Wajdy.
To w gruncie rzeczy smutna historia, tę statuetkę dostałam po ośmiu latach od zrobienia filmu, bo tyle „Przesłuchanie” przeleżało na półce. Wszyscy mi gratulowali i ściskali ręce, a ja miałam świadomość, że przez ten czas nie zrobiłam nic równie ważnego, bo ze względów politycznych byłam w Polsce niepotrzebna. Miałam częściowy zakaz pokazywania się w telewizji i w mediach publicznych. Moj smutek wynikał z poczucia zmarnowanych lat. Nagroda w Cannes przyszła w
Pozostało 70% artykułu
Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów
Kup subskrypcję, aby mieć dostęp
do wszystkich artykułów miesięcznika Pani
PRENUMERATA AUTOODNAWIALNA WYDAŃ CYFROWYCH
- Wyjątkowa oferta cenowa tylko dla subskrybentów
- Dostęp przez przeglądarkę internetową lub dedykowaną aplikację
- Automatycznie odnawialne zamówienie bez dodatkowych procedur
- Możliwość rezygnacji z subskrypcji w dowolnym momencie
- Ulubione treści zawsze w zasięgu ręki
4.9 zł miesięcznie
Kup teraz