Tak wiele pytań, TAK MAŁO ODPOWIEDZI. Wywiad z Agnieszką Grochowską
Tekst ukazał się w magazynie PANI nr 1/2026
Ambitna. Autentyczna. Zawsze wierna sobie w życiu i w aktorstwie. Mówi wprost, co myśli, i potrafi przyznać się do błędów. Również w macierzyństwie. Z Agnieszką Grochowską rozmawiamy o tym, z jakimi wyzwaniami wiąże się wychowywanie dorastających dzieci.
PANI: Ile lat mają twoi synowie?
AGNIESZKA GROCHOWSKA: Dziewięć i trzynaście.
To tyle, ile Dawid i Michał, dzieci twojej bohaterki w „Bracie” Macieja Sobieszczańskiego. Agnieszka jest pielęgniarką z małego miasta i samodzielną matką, która ledwo wiąże koniec z końcem. Co prawda ma męża, ale w więzieniu. Choć nie jest to sytuacja częsta, problemy, z którymi Agnieszka mierzy się w macierzyństwie, zna każda z nas, niezależnie od życiowych okoliczności. Jakie pytania zadałaś sobie po pracy nad tym filmem?
Dużo ich było, bo trudno patrzeć na tę historię z bezpiecznego dystansu. To nie jest opowieść o patologicznej rodzinie czy o ludziach z marginesu, po której można z zadowoleniem stwierdzić, że „my tacy nie jesteśmy, nas to nie dotyczy”. Bohaterka, która zapewne celowo jest moją imienniczką, wykonuje inną pracę i funkcjonuje w innym środowisku, ale jestem w stanie poczuć jej problemy, w jakimś stopniu ją zrozumieć. Chociaż nie od początku tak było. Po pierwszym czytaniu scenariusza miałam wątpliwości, czy potrafię zagrać kogoś, kto bije dziecko kablem od PlayStation. Dopiero podczas prób zrozumiałam, że moja bohaterka nie jest sadystką, tylko kobietą, która stoi nad przepaścią. Ona już nie daje rady i kiedy emocje biorą gorę, posuwa się do rękoczynów. I choć nie bronię tego, że uderzyła swoje dziecko - bo to zawsze, w każdych okolicznościach jest nieakceptowalne - to rozumiem, że jej zachowanie jest efektem totalnej bezradności. A wracając do pytania, to paradoksalnie wniosek, który wyciągnęłam z pracy nad „Bratem” jest taki, że być może za bardzo próbuję chronić swoje dzieci, być może trzymam je w szklarnianych warunkach i robię im tym jakąś krzywdę.
Rzeczywiście zaskakujący…
Pokolenie moich rodziców nie rozmawiało z dziećmi o wielu sprawach, nie zawsze brało pod uwagę nasze zdanie, bo „dzieci i ryby głosu nie mają”. Takie były czasy, tak się wtedy wychowywało. Dlatego sama, zapewne chcąc załatać jakąś własną „dziurę”, okazuję synom bezwzględny szacunek. Nieustannie z nimi rozmawiam, chucham i dmucham na ich emocje. Ale zastanawiam się, czy to momentami nie idzie za daleko. Może w moich próbach bycia dobrą mamą roztaczam nad synami zbyt dużą opiekę, za bardzo ich w rożnych rzeczach wyręczam. A przecież chciałabym wychować ich na sprawczych, silnych ludzi potrafiących poradzić sobie ze światem, który nie zawsze jest miły.
Pokolenie 40+ próbuje być w swoim rodzicielstwie inne, ale jaki to przyniesie efekt? Chyba wszyscy zadajemy sobie to pytanie.
Pomysł, żeby przychylić dzieciom nieba i usunąć każdą przeszkodę z drogi jest kuszący, ale niebezpieczny. Mnie się zawsze wydawało, że nie popadnę w taką skrajność. Czy na pewno mi się to udało? Dzisiaj, kiedy spoglądam wstecz, wydaje mi się, że mogłam synom stawiać większe wymagania i czasem tupnąć nogą. Może np. powinnam powiedzieć: „Musisz iść na ten trening”, zamiast odpuszczać. Nie wiem… Za sukces mogę uznać, że moje dzieci czują się kochane, że potrafią mówić, co myślą i czują. Życzyłabym sobie, żeby kiedyś, jak już wyjdą z domu, chłopcy znali swoją wartość. Ja im próbuję ją uświadamiać, tylko oni dojrzewają i nie przychodzą już ze wszystkim do mamy. Zaczynają mieć swoje sprawy, problemy, tajemnice. Dlatego macierzyństwo wraz z upływem czasu staje się trudniejsze. Ale na pewno zawsze tak było.
Często, kiedy zostajemy matkami, zaczynamy inaczej patrzeć na własnych rodziców. Też tak masz?
W powtarzanym od pokoleń frazesie: „Jak będziesz mieć własne dzieci, to zobaczysz”, jest jakaś uniwersalna prawda. Ja dziś rzeczywiście rozumiem, że moi rodzice robili wszystko najlepiej, jak umieli w tych warunkach, w których funkcjonowali, i z tym bagażem, który sami dostali. Uświadomienie sobie tego było dla mnie uwalniającym doświadczeniem, pozwoliło wiele wybaczyć. Bo okazuje się, że życie nie jest ani takie proste, ani czarnobiałe. Ale najważniejsze, że jutro jest kolejny dzień i mamy szansę dokonać jakiejś zmiany.
Tak jak Agnieszka, która ma odwagę, żeby zawalczyć o własne szczęście i spróbować naprawić swoją rodzinę.
Dla mnie „Brat” opowiada o niekompetentnych dorosłych, którzy często sami zachowują się jak dzieci. I o dzieciach, które próbują się w tym odnaleźć. Moja droga z tym filmem była długa, scenariusz po raz pierwszy czytałam sześć lat temu. Władek i Henio mieli wtedy trzy i siedem lat, więc byli znacznie młodsi niż Dawid i Michał. A co za tym idzie, moja perspektywa jako matki też była zupełnie inna. Z kolei dziś, kiedy film wchodzi na ekrany, Filip Wiłkomirski (odtwórca roli Dawida, który na festiwalu w Gdyni został nagrodzony za najlepszy debiut aktorski – red.) jest już ode mnie o głowę wyższy i ma na koncie mistrzostwo Polski w judo. A wracając do filmowej Agnieszki, nikt nas nie nauczył, jak być rodzicem. Nie wiemy, czy podejmując rożne decyzje należy skręcić w prawo, w lewo, czy może wybrać drogę prosto lub pojechać tunelem. Taką wiedzę zyskujemy dopiero po fakcie. Niestety łatwo jest wpaść w pułapkę myślenia: „Dlaczego ja wtedy tego nie zauważyłam, dlaczego nie zrobiłam odwrotnie?”. Sama ciągle balansuję między poczuciem winy, że mogłam coś zrobić inaczej, a świadomością, że kocham moje dzieci, chcę dla nich dobrze i postępuję najlepiej, jak potrafię. I że jestem wystarczająco dobra taka, jaka jestem.
Być może stawiamy sobie poprzeczkę za wysoko.
Bo jesteśmy nieustannie oceniane. Niby matce Polce należy się szacunek, ale to tylko teoria. W praktyce, jeśli nie chcemy wracać do pracy, tylko zostać w domu i zająć się dziećmi, to jesteśmy leniwe, jeśli chcemy realizować się zawodowo, jesteśmy samolubne. Nieważne, jaki scenariusz kobieta wybierze, i tak zostaje osądzona jako zła matka. To się zresztą odbywa na każdym, nawet podstawowym poziomie. Gdy wychodząc z dzieckiem na spacer, zapomnisz zabrać pieluchy na zmianę albo jabłuszka w ramach zdrowej przekąski, też jesteś nieodpowiedzialna. Najsmutniejsze jest, że robią to sobie nawzajem również kobiety – koleżanki koleżankom, matki córkom. A jeśli dołożyć do tego te wszystkie poradniki i fora internetowe, gdzie każdy jest najmądrzejszy, to można zwariować. Mnie w łapaniu dystansu zawsze pomagały wyjazdy z dziećmi na wieś i zatopienie się w naturze. Z dala od całego tego chaosu mogę zaufać własnym instynktom.
To prawda, że potrafisz wynająć kampera, wyjechać z synami na dwa miesiące i podróżować po świecie?
Zawsze starałam się z nimi wyjeżdżać tak często, jak to tylko możliwe. Oderwani od internetu, telefonów i komputera zyskiwaliśmy czas na długie i ważne rozmowy. Kiedy byliśmy w Tajlandii i w świetle zachodzącego słońca wracaliśmy skuterem z plaży, mój młodszy syn codziennie o godzinie 18.50, jak z zegarkiem w ręku, zaczynał opowiadać o kolegach i przedszkolu. A ja, mimo kasku na głowie i zagłuszającego ryku silnika, starałam się wychwycić jak najwięcej. Poza tym podróże uczą radzenia sobie z wyzwaniami i wiele spraw uświadamiają. Pamiętam, jak siedzieliśmy na pięknej, dzikiej plaży, prawdziwy raj, ale upał nie do zniesienia, z trudem mogliśmy oddychać. Zapytałam wtedy syna: „Co, wolałbyś teraz być w Warszawie, nawet takiej szarej i chłodnej?”. A on odpowiedział: „Noo”. Czasem wydaje nam się, że lepiej jest tam, gdzie nas nie ma, a to nie musi być prawda. Ważna lekcja. Więc tak sobie w czasie tych wyjazdów filozofujemy... Uważam, że z podroży moje dzieci wracają wzmocnione. Poza tym, żeby naprawdę być z drugim człowiekiem, potrzebne są czas i przestrzeń. Gdy jesteśm
Pozostało 70% artykułu
Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów
Kup subskrypcję, aby mieć dostęp
do wszystkich artykułów miesięcznika Pani
PRENUMERATA AUTOODNAWIALNA WYDAŃ CYFROWYCH
- Wyjątkowa oferta cenowa tylko dla subskrybentów
- Dostęp przez przeglądarkę internetową lub dedykowaną aplikację
- Automatycznie odnawialne zamówienie bez dodatkowych procedur
- Możliwość rezygnacji z subskrypcji w dowolnym momencie
- Ulubione treści zawsze w zasięgu ręki
4.9 zł miesięcznie
Kup teraz