Przejdź do zawartości

Serce na łańcuchu. Wywiad z Kasią Moś

Rozmawiała: Agnieszka Litorowicz-Siegert, zdjęcie: Filip Zwierzchowski

Data publikacji: 02.01.2026

Tekst ukazał się w magazynie Twój STYL nr 12/2025

Boli – psa i  każdą istotę bitą, głodzoną, porzucaną. Kasia uważa, że ten, kto nie reaguje na bezduszność, jest współodpowiedzialny. Pomaga zwierzętom od lat. Poświęca czas i  pieniądze. Dzieli się sercem i  miejscem. Za to przyznaliśmy jej tytuł Gwiazdy Dobroczynności. Zaprosiła nas do rodzinnego domu pod Częstochową – bezpiecznej przystani dla sporego stadka zwierzaków.

Twój STYL: Ile zwierzaków tu mieszka?

Kasia Moś: Dziesięć psów i  dwanaście kotów. Rodzice kupili ten dom ze względu na zwierzęta. Wcześ- niej mieszkaliśmy w  Tychach, co roku jeździliśmy z  psami na Mazury, zabieraliśmy je na łódki, lubiły pływać, kąpać się – cudowny czas. Zwierząt przybywało. Ja zaadoptowałam Mimi. Impulsem był program TVN Misja Pies prowadzony przez Asię Krupę. Chciałam mieć pieska, który będzie kompanem moich koncertowych wojaży po Polsce. Mała Mimi – kundelek z  zakręconym ogonkiem – była żywiołowa i  inteligentna, uwielbiała podróże. Zaprzyjaźniła się z  Feliksem, największym z  naszych psów. Jego znaleźliśmy z  tatą niedaleko Zawiercia. Wracaliśmy od znajomych, zauważyłam go na poboczu. Nie potrafię udać, że nie widziałam – zawróciliśmy. Piesek był wychudzony, wystraszony i  zmarznięty, było minus 20 stopni. Pierwszą noc spędził ze mną w  łóżku. Nazajutrz zabraliśmy go do weterynarza, USG wykazało, że ma w  brzuchu dwa i  pół kilograma kamieni wapiennych, które jadł z  głodu. Wyleczyliśmy go i  został z  nami, dziś jest „mentorem” zwierzaków, małe psy czują się przy nim bezpiecznie. Mimi za nim szalała. Czasem zostawała w  Tychach pod opieką mamy.

Twoi rodzice są częścią załogi pomocowej?

Tak. Mama od dzieciństwa była motorem działań. Często jeździliśmy do Mszany Dolnej, do rodziny. Mieszka tam pewien niereformowalny sąsiad. Zawsze miał psy na łańcuchu, jego zwierzęta były zaniedbane. Mama organizowała akcje, angażując nas, dzieci, między innymi kuzynkę Kasię, która dziś jest prezeską Fundacji Na Psim Ogonie (co rok ratuje ponad 200 psów). Mówiła: „Słuchajcie, to zwierzę żyje w  strasznych warunkach, proszę, bierzemy transparenty i  idziemy”. Na transparentach własnoręcznie wypisywaliśmy: „Dać psu jeść i  pić, spuścić psa z  łańcucha” i  to samo wrzeszczeliśmy pod domem sąsiada. Któregoś dnia mama nie wytrzymała. Przeskoczyła przez płot, wykradła psa, zawiozła na Śląsk i  znalazła mu dom. Możliwe, że ona ma gen po swoim ojcu. Dziadek zabierał mnie i  brata do parku, uczył nazw drzew, pokazywał roślinki, małe stworzonka, szanował każde życie. Dziś mama jest bohaterką domu, stale obecna, troskliwa. Tata i  ja pracujemy, a  ona zajmuje się zwierzętami. Tak było i  wtedy, gdy jako jurorka pojechałam do Warszawy na preselekcje do konkursu Eurowizji. Nazajutrz miałam lecieć na wymarzone wakacje do Tajlandii. Tego dnia mama wyszła na spacer z  Feliksem i  Mimi, po drodze zajrzała do sklepu. Mimi jej stamtąd uciekła… i  wpadła pod samochód. Nie powiedzieli mi od razu. W  nocy obudziłam się nagle o  drugiej. Z  myślą: „Boże, Mimi coś się stało!”. Ona do mnie przyszła, przyśniła mi się. Okazało się, że przeżyła wypadek, trafiła do szpitala, ale umarła w  nocy, ponoć około drugiej. Nie poleciałam na wakacje. Chciałam być z  rodziną, z  psami, wróciłam do domu. Myślałam, że umrę, naprawdę. Byłam wściekła na życie, na niesprawiedliwość losu. Płakałam bez przerwy, żeby zasnąć, piłam wino, a  i  tak zrywałam się w  nocy. Cała rodzina bardzo to przeżywała. Myślę, że wtedy zapragnęliśmy pomagać jeszcze bardziej.

Tata jest muzykiem. Artyści mają szczególną wrażliwość wobec zwierząt?

Nie da się tego uogólnić. Tata jest bardzo empatycznym człowiekiem, w  jego rodzinnym domu nie było zwierzęcia. Jego rodzice umarli, gdy miał dziewięć lat – mama na raka piersi, tata pół roku później na zawał. Został z  babcią, która starała się utrzymać dom z  szycia, ale od najmłodszych lat musiał zadbać o  siebie sam, walczyć. Dlatego dziś jest człowiekiem o  niezwykłym etosie pracy. Jego szaleńcza wręcz miłość do zwierząt rosła z  każdym kolejnym psiakiem. Zaczęło się od Nuki. Przyplątała się podczas wakacji, które spędzaliśmy rodzinnie w  Węgierskiej Górce. Pokochałam ją, karmiłam,dbałam o  nią. Kiedy tata przyjechał odebrać nas z  wakacji, nabuntowałam brata i  inne dzieci: nie wsiadamy do samochodu, dopóki rodzice nie wezmą Nuki. Tata wytrzymał godzinę. Dzieci udawały, że płaczą, a  ja płakałam naprawdę. W  końcu mama się wkurzyła i  Nuka dostała pozwolenie wejś-cia do auta. Gdy Nuka umarła, mama nie bardzo chciała kolejnego psa, ale tata, widząc, jak cierpię, zgodził się i  ją przekonał. Pojechałam do schroniska, wzięłam Koko i  wtedy tata już całkiem zwariował. (śmiech) Dziś oprócz muzyki mówi tylko o  ko

Pozostało 70% artykułu

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp
do wszystkich artykułów miesięcznika Twój Styl

PRENUMERATA AUTOODNAWIALNA WYDAŃ CYFROWYCH

  • Wyjątkowa oferta cenowa tylko dla subskrybentów
  • Dostęp przez przeglądarkę internetową lub dedykowaną aplikację
  • Automatycznie odnawialne zamówienie bez dodatkowych procedur
  • Możliwość rezygnacji z subskrypcji w dowolnym momencie
  • Ulubione treści zawsze w zasięgu ręki

4.9 zł miesięcznie

Kup teraz

Masz już wykupioną subskrypcję?

Zaloguj się