Przejdź do zawartości

Potrzeba nam więcej miłości. Wywiad z Anitą Werner

Rozmawiała: Agnieszka Litorowicz-Siegert, zdjęcie: Bartek Wieczorek/Visual Crafters

Data publikacji: 05.10.2026

Tekst ukazał się w magazynie Twój STYL nr 11/2026

Ma zasady, odważnie mówi, co myśli. Od 25 lat pracuje w TVN24. Wcześniej była modelką, zagrała w filmie, śpiewała z zespołem rockowym. Dziś kojarzy się z nieustępliwym dociekaniem prawdy. Ale kto ją poznał, wie, że jest wrażliwa, życzliwa ludziom. Choć nieraz dostała po głowie. Ile pracy nad sobą kosztuje, by nadal z optymizmem wierzyć, że świat jest piękny? Anita Werner wierzy.

Pawie spacerujące po parku w Wilanowie krzyczą, ale to nawet przyjemne. Ptaki, zieleń, niebo, spokój – o tym rozmawiamy na początku, wcale nie o polityce. Anita Werner jest wypoczęta po urlopie. Pod koniec wywiadu odbierze telefon od Michała, partnera, zaśmieje się w głos. „Pytał, czy powiedziałam pani, że jest mądry i przystojny”. Ona lubi żartować, ma dystans. Ale też niepohamowaną skłonność do zadawania pytań: „Co pani o tym myśli?”, „Może pani mi na to odpowie?” – odwraca bieg rozmowy. I to jest super. Dialog.

Twój STYL: Miała pani długi urlop. Czy profesjonalistka, w pracy zanurzona w kipiącą rzeczywistość, potrafi szybko wrzucić na luz?

Anita Werner: Już tak. Perfekcjonistki, Zosie Samosie wciąż ogarniają świat wokół i nie umieją przestać. Odkąd się nauczyłam odpoczywać, robię to na sto procent. Odcinam się od newsów, polityki, internetu. Z wyjątkiem tego, co sprawia mi przyjemność, czyli wrzucania zdjęć z podróży. Na wakacjach muszę wiedzieć tylko to, czy wybierając się na wycieczkę, na pewno mam wodę w plecaku. A jedyne bodźce, które dopuszczam, to śpiew ptaków i szum morza. Gdy wracam do pracy, proszę kolegów: „Powiedzcie, co się działo, bo ja nic nie wiem”. Naprawdę.

A dzieje się mnóstwo. Pani powtarza: nie ma wakacji od sprawdzonej i rzetelnej informacji. Nawet w bieszczadzkiej głuszy czy nad brzegiem hotelowego basenu atakuje nas natrętna dezinformacja.

Bez przerwy – fake newsy, półprawdy, manipulacje. Musimy nauczyć się z tym żyć. Ale nie bezrefleksyjnie. Podstawa to weryfikowanie informacji.

Podejrzewam, że wiele osób zareaguje: jasne, trzeba sprawdzać, ale jak mam to robić? Komu wierzyć, co kontrolować?

To powinno być odruchowe, jak „dzień dobry” wypowiadane na widok sąsiada. Sprawdzajmy, skąd wzięła się informacja, którą czytamy, słyszymy. Podstawą jest wiarygodne źródło, czyli takie, gdzie fakty są weryfikowane, gdzie komentujący to eksperci, a dziennikarze pozostają niezależni. W takiej redakcji pracuję. Dzięki rzetelnym mediom mamy szansę nie utonąć w bagnie dezinformacji. Bo w internecie każdy ma głos, może poczuć, że coś znaczy, zdobyć zaufanie. Nawet jeśli publikuje treści patologiczne, kłamliwe, szkodliwe, propaguje hejt, nienawiść, agresję. Tak się rodzą fałszywe autorytety.

Pani podkreśla, że zanim powie coś przed kamerą, waży każde słowo. Sprawdza pani wszystko?

W TVN24 pracujemy w drużynie. Mamy wyspecjalizowany dział fact-checkingu. Gdy dostaję informację stamtąd, wiem, że jest prawdziwa. Sama też sprawdzam i jestem po prostu czujna, pamiętam o odpowiedzialności za słowo. Prawda to dzisiaj skarb, skrzynia złota na statku atakowanym przez piratów. Celem dziennikarzy jest dotarcie do niej i czasem trzeba się nieźle napracować. Niektórzy politycy w jednym programie potrafią skłamać kilkanaście razy.

Pani czuje, że kłamią?

Ja to wiem.

Jednak nie może pani walnąć pięścią w stół: „Człowieku, gadasz głupoty!”.

Ale mogę zrobić wszystko, żeby to wykazać. Zdarzało mi się powiedzieć wprost „nie mówi pan prawdy”. Moja praca polega na zadawaniu politykom trudnych pytań w imieniu nas wszystkich. Przez 25 lat patrzyłam na ręce każdej władzy. Czy to była prawica, lewica, ludowcy, liberałowie. Część widzów sądzi, że dziennikarz „jest” tych albo tamtych. Profesjonalny powinien być niczyj, niezależny. Ma patrzeć politykom na ręce, a nie całować ich po rękach. Ma dochodzić do prawdy, wskazywać patologie, relacjonować fakty. Z faktami się nie dyskutuje.

Mówi pani stanowczo. A rozmawiamy o materii kruchej. Prawda to wartość zagrożona.

Nie tylko ona. Wiele wartości jest zagrożonych. A ja na nich się wychowałam: niezależność, rzetelność, przyzwoitość, odpowiedzialność za słowo, uczciwość, odwaga w pokazywaniu prawdy. Bardzo ważne: wolność słowa. O nią walczyli moi rodzice w czasach komuny. Pamiętam zebrania w naszym mieszkaniu, dyskusje pod logo Solidarności, które wycięte z „Tygodnika Solidarność” stało za szybą biblioteczki. Po latach cofamy się w błędnym kole. Wolności słowa trzeba bronić stale, mówić wyraźnie, czym ona jest, a czym nie jest. Bo niektórym myli się z wolną amerykanką. Wolność słowa to nie jest obrażanie, wyzywanie, niszczenie ludzi. To akurat jest zło. Musimy o tym mówić głośno, bo w ciszy i ciemności demokracja upadnie. Być w opozycji do wartości to jest nowa moda? To ja mówię: bądź niemodny, trzymaj się zasad.

W czasach, gdy regułą przetrwania jest czujność, jak nie stracić otwartości na ludzi i świat?

Pyta pani, czy wierzę w ludzi? Tak, cały czas. Pod tym względem jestem idealistką. Ale to są trudne czasy dla osób dobrych. Dobrych w swoim fachu i w sercu. Wokół mamy tyle alarmujących bodźców, złych emocji. Empatia, kultura osobista, zaczynają uchodzić za słabość. A dobro jest kruche, choć podobno na koniec zwycięża.

Trzeba je w sobie pielęgnować.

T

Pozostało 70% artykułu

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp
do wszystkich artykułów miesięcznika Twój Styl

PRENUMERATA AUTOODNAWIALNA WYDAŃ CYFROWYCH

  • Wyjątkowa oferta cenowa tylko dla subskrybentów
  • Dostęp przez przeglądarkę internetową lub dedykowaną aplikację
  • Automatycznie odnawialne zamówienie bez dodatkowych procedur
  • Możliwość rezygnacji z subskrypcji w dowolnym momencie
  • Ulubione treści zawsze w zasięgu ręki

7,20 zł miesięcznie

Kup teraz

Masz już wykupioną subskrypcję?

Zaloguj się