Przejdź do zawartości

Kocham cię, ŻYCIE! Wywiad z Martą Nieradkiewicz

Rozmawiała: Beata Biały, fotografował: Filip Zwierzchowski

Data publikacji: 15.07.2026

Tekst ukazał się w magazynie PANI nr 8/2026

Przekonała się, że ludzie odchodzą, miłość przemija, a poczucie bezpieczeństwa bywa złudzeniem. A jednak właśnie teraz Marta Nieradkiewicz zachwyca się światem bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.

PANI: Erica Jong, autorka „Strachu przed lataniem”, napisała, że kobiety są wychowywane do tego, żeby były kochane, a nie wolne. Isadora Wing, w którą wcielasz się w spektaklu, ma męża, romans, fantazje, pożądanie, ale tak naprawdę cały czas szuka odpowiedzi na pytanie: jak nie zgubić siebie? Myślisz, że kobiety dziś bardziej boją się utraty miłości czy utraty siebie?

Dziś jestem w takim momencie życia, w którym wielu lęków już się wyzbyłam. Nie dlatego, że nagle stałam się odważniejsza czy bardziej odporna. Po prostu zrozumiałam, że nie da się przeżyć życia, cały czas się go bojąc. Kiedyś bałam się wielu rzeczy. Miłości. Samotności. Rozczarowań. Tego, że coś się nie uda. Że ktoś odejdzie. Ale dzisiaj mam w sobie większą zachłanność na życie niż lęk przed nim. Bardziej chce mi się życia nachapać niż przed nim schować.

Powieść Jong ukazała się poł wieku temu, a już wtedy Isadora próbuje odpowiedzieć na pytania: Czego naprawdę pragnie? Kim jest poza rolami żony, kochanki i córki? Jak odróżnić własne pragnienia od tych, które zostały jej narzucone przez rodzinę, kulturę i mężczyzn? Ty masz poczucie, że z wiekiem łatwiej stawiać granice niż wtedy, gdy miałaś dwadzieścia kilka lat?

Nadal bardzo wierzę w miłość. Tylko dziś rozumiem ją inaczej. Kiedyś była dla mnie żywiołem. Jak burza w środku upalnego lata. Zakochiwałam się często. Chyba mam po prostu gorące serce. Za każdym razem wydawało mi się, że wydarza się coś niepowtarzalnego. W miłość wchodziłam całą sobą. Przyjaciółka powiedziała mi kiedyś: „Ty kochasz aż do spodu”. I rzeczywiście taka byłam. Głęboko przeżywałam, mocno się angażowałam, nie zostawiałam sobie odwrotu. Dziś jestem dużo ostrożniejsza. Nie dlatego, że mniej czuję. Raczej dlatego, że więcej rozumiem. Wiem już, jak łatwo oddać siebie po kawałku i jak trudno później wrócić do własnych granic. Kiedyś rozdawałam siebie bezwiednie - córce, partnerowi, ludziom, których kochałam. Dziś wiem, że jeśli nie zostawi się czegoś dla siebie, to w końcu nie ma już czego dawać innym. Paradoksalnie dopiero teraz mam poczucie, że moja miłość jest dojrzalsza. Jest w niej więcej oddechu, mniej lęku i więcej prawdy niż wyobrażeń. Nie chciałabym wrócić do siebie sprzed dwudziestu paru lat. Wtedy człowiek żyje w poczuciu własnej nieśmiertelności. Dzisiaj mam dużo większy szacunek do życia. Widzę wyraźniej jego kruchość.

Kiedy pierwszy raz poczułaś, że życie jest kruche?

Tak naprawdę teraz. Teraz dopiero czuję, co znaczy „być tu i teraz”. A przynajmniej starać się żyć w ten sposób. Teraz dopiero poczułam wagę słów: „żyć tak, jakby jutra miało nie być”. I wcale nie oznacza to dla mnie tylko imprez do białego rana. Dziś, ta chwila, ten moment mają dla mnie zupełnie inną wagę. Kiedyś myślałam, że życie jest bardziej stałe. Że jak już coś zbudujemy, wybierzemy, pokochamy, to tak będzie zawsze. Dzisiaj wiem, że człowiek ciągle traci złudzenia lub zmienia perspektywę. I to jest OK.

Pamiętasz któryś z tych momentów utraty złudzeń?

Było ich kilka. Takich chwil, kiedy nagle coś pęka i człowiek nie może już wrócić do dawnego sposobu patrzenia. Jakby opadały zasłony wyobrażeń. Dla mnie taką zmianą, która wyrwała mnie z wyobrażeń, na pewno było wczesne macierzyństwo. I choć narodziny Jaśminy były cudem, pierwsze miesiące jej życia były dla mnie trudne. Były dni, że o siedemnastej byłam ciągle w piżamie, bo nie miałam przestrzeni na to, żeby znaleźć choć chwilę dla siebie. Nie wiedziałam, że macierzyństwo ma i taką twarz. Z drugiej strony patrzyłam na nowego człowieka, pojawiały się nowe, nieznane do tej pory uczucia, które mieszały się ze zmęczeniem. I zrozumiałam, że nie ma już powrotu do tamtej Marty. Tamto życie po prostu się skończyło. Dzisiaj wspominam tę scenę z czułością, ale wtedy po raz pierwszy naprawdę poczułam ciężar odpowiedzialności za drugiego człowieka.

To ciekawe, bo mówisz o doświadczeniach, które cię zmieniły, ale nie słyszę zgorzknienia. Raczej większą łagodność wobec świata. Skąd ona się bierze mimo wszystko?

Z terapii. Poszłam na nią po rozstaniu. Miałam małe dziecko, ogromny chaos w głowie i potrzebowałam pomocy. Może bierze się też stąd, że w trudnych momentach zobaczyłam również dobro. Ludzi, którzy naprawdę przy mnie byli. Przyjaźnie, które udało mi się przez lata zbudować. Nagle widzisz, że świat nie składa się tylko z rozczarowań, ale też z ludzi, którzy potrafią cię podnieść, ogrzać, zostać. Taki był mój dom rodzinny. Pochodzę z bardzo kobiecej rodziny. Mama miała trzy siostry. Wokół mnie zawsze były kobiety. Ciotki, kuzynki, babcia.

Kobiety budują swoją tożsamość przede wszystkim poprzez relacje. Ty wychowywałaś się właściwie w kobiecym archipelagu. Co z tamtego świata nosisz w sobie do dziś?

Przede wszystkim poczucie wspólnoty. Taką pewność, że kobiety naprawdę potrafią być dla siebie schronieniem, wsparciem i miejscem, do którego wraca się po siłę. Babcia Ilona mieszkała zaledwie jedno skrzyżowanie od nas. U niej odbywały się święta, urodziny i rodzinne spotkania. Była centrum tego świata. Taką kurą, która zbiera wszystkich pod skrzydła. Co roku wyjeżdżałyśmy razem pod Spałę, babcia, mama, ciotki, dzieci. Wynajmowałyśmy kilka domków obok siebie i zajmowałyśmy poł ośrodka. Pamiętam las, rzekę, wieczory przy kartach, rozmowy i śmiech kobiet dochodzący z tarasu długo po zmroku. Moje ciotki były bardzo niezależne. Każda miała swoje życie, marzenia i własne zdanie. Dorastałam w przekonaniu, że kobieta może być silna, samodzielna i jednocześnie bliska innym. Z domu wyszłam z poczuciem, że jestem ważna. Że mam wartość i że mogę sobie poradzić. Byłam wychowywana w przekonaniu, że jestem zdolna, piękna i wyjątkow

Pozostało 70% artykułu

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp
do wszystkich artykułów miesięcznika Pani

PRENUMERATA AUTOODNAWIALNA WYDAŃ CYFROWYCH

  • Wyjątkowa oferta cenowa tylko dla subskrybentów
  • Dostęp przez przeglądarkę internetową lub dedykowaną aplikację
  • Automatycznie odnawialne zamówienie bez dodatkowych procedur
  • Możliwość rezygnacji z subskrypcji w dowolnym momencie
  • Ulubione treści zawsze w zasięgu ręki

4.9 zł miesięcznie

Kup teraz

Masz już wykupioną subskrypcję?

Zaloguj się