Fruwać, nie dreptać. Wywiad z Magdaleną Zawadzką
Tekst ukazał się w magazynie Twój STYL nr 12/2025
Ciągle w ruchu, biega na teatralne próby, nagrywa, trudno ją złapać. Działa na wysokich obrotach i cieszy się, że ma dużo pracy, którą kocha. Magdalena Zawadzka zagrała w serialu Heweliusz reżyserowanym przez... Jana Holoubka. Inicjatywa była jego. Ona ma zasadę: nie starała się o role u męża Gustawa Holoubka, nie zabiega o nie w produkcjach syna. Rozdziela pracę i życie prywatne. Bliscy są dla niej najważniejsi, bo siła jest w rodzinie.
Nieduża, ale ważna rola – mówi o swoim udziale w serialu o katastrofie promu Heweliusz, o próbach znalezienia winnych i szukaniu prawdy przez bliskich ofiar. Gra matkę jednego z kapitanów promu, który pływał na Heweliuszu, i chce chronić dobre imię oskarżanego o błędy kapitana Andrzeja Ułasiewicza. Jest scena, w której Magdalena Zawadzka pokazuje aktorskie mistrzostwo – gdy jej bohaterka stara się pomóc żonie Ułasiewicza w kontrowersyjnej sprawie związanej z procesem. I tu odwracają się losy wątku. Kto zna Magdę, zapewne uzna: cała ona. Silna i subtelna, pozornie pewna siebie i wrażliwa.
Twój STYL: Pamięta pani dzień 13 stycznia 1993 roku?
Magdalena Zawadzka: Oczywiście. Informacja o tragicznej katastrofie była ogromnym zaskoczeniem. Prom wydawał się bezpiecznym środkiem transportu. Choć wiadomo, że natura może spowodować przerażające straty, a nieprzewidywalność pogody zaskakuje. Gdy ogląda się tamte wydarzenia na zdjęciach tak realistycznych jak w serialu, rośnie poczucie, że woda to żywioł, wobec którego człowiek jest malutki. Mrówka we wszechświecie.
W książkowej rozmowie Cezarego Łazarewicza z Janem Holoubkiem Między światłem a cieniem przeczytałam o trudach produkcji serialu. Jeszcze 20 lat temu zdjęcia o takim rozmachu i wiarygodności były tylko marzeniem.
À propos książki – dowiedziałam się o niej mimochodem. Jasiek – w domu rodzinnym zawsze tak do niego mówiliśmy – jest do tego stopnia skromny i skryty, że rzadko mnie o takich sprawach informuje. Jego zdaniem nie ma po co zaprzątać mi głowy. Może to sposób na chronienie mnie? On w ogóle nie lubi się zwierzać i pod tym względem się różnimy, ja jestem bardziej otwarta i spontaniczna. Gdy pokazał mi Heweliusza jeszcze „na brudno”, bez efektów, muzyki i ostatecznego montażu, byłam pod wrażeniem ogromu pracy, talentu wszystkich, którzy tworzyli ten serial, na czele z reżyserem, moim Jaśkiem. Zachwyciły mnie także niebywałe możliwości techniczne. Cieszę się, że mogłam wziąć udział w tak wyjątkowym przedsięwzięciu.
Reżyser syn powiedział o współpracy z aktorką mamą: „Było trochę stresu”. I że była pani dobrą kandydatką do roli matki Piotra Bintera.
Ja nie czułam stresu, byłam szczęśliwa, że gram w serialu syna. Nigdy, ani w stosunku do męża, ani do Jaśka, nie miałam oczekiwań związanych z propozycjami ról. Zawsze byłam samodzielna i to, co osiągnęłam w zawodzie, zawdzięczam rzetelnej pracy i wielu wspaniałym ludziom, z którymi miałam szczęście pracować. I – co ważne – sprzyjającemu mi losowi. Tylko nieżyczliwi, a tacy też są, mówią, że karierę zawdzięczam mężowi. A ja nawet nigdy nie używałam i nie używam jego nazwiska, ono figuruje tylko w dokumentach.
O pani pozycji świadczy anegdota, wedle której, gdy mąż przyszedł do szpitala pierwszy raz zobaczyć dziecko, usłyszał: „Panie Zawadzki, syn się panu urodził!”.
Druga zabawna sytuacja zdarzyła się, gdy poszłam zarejestrować Jasia i wpisać dziecko do dowodu osobistego, taki byłwtedy przepis. Urzędniczka napisała: „Jan Zawadzki, syn”. Złapałam ją za rękę i mówię: przecież to jest mały Holoubek! Przekreśliła i postawiła na tym pieczęć. Mam ten stary dowód do dziś jako pamiątkę tej pomyłki. Te anegdoty, z których śmiał się także mój mąż, kolportował przyjaciel Gustawa, Tadeusz Konwicki. Mąż, gdy zaczęliśmy być ze sobą na dobre, powiedział: „Ustalmy, będę cię obsadzał z największą radością, jeśli uznam, że jesteś najlepsza do danej roli. Natomiast nie obsadzę, gdy bardziej odpowiednia będzie inna aktorka”.I to zapamiętałam na zawsze. Gdy syn zaproponował mi zagranie w Heweliuszu, ucieszyłam się i chciałam to zrobić jak najlepiej. Dla mnie nawet mała rola znaczy wiele. Tak było u Krzysztofa Zanussiego w Barwach ochronnych czy w Ekscentrykach Janusza Majewskiego. Staram się, by postać, którą gram, została zauważona.
Matka kapitana Bintera z Heweliusza to postać łagodna i zdecydowana jednocześnie. Podoba mi się jej sprawczość.
Chciałam zagrać matkę, która ma do powiedzenia więcej niż: „synku, może byś coś zjadł?”. I bardzo zależało mi na pokazaniu głębokiej więzi z dorosłym dzieckiem. W trakcie pracy na planie podsuwałam delikatnie swoje pomysły, bo miejscami tekst wydał mi się zbyt schematyczny. Tym sposobem wdarło się tam trochę „prywaty”. Na przykład w scenie, gdy opowiadam filmowemu synowi, jak w jego dzieciństwie chodziliśmy nad morze. Kiedy z Gustawem i małym Jasiem byliśmy na plaży, chętnie wchodziłam do wody i płynęłam w siną dal. Oni stali na brzegu i w pewnym momencie zaczynali wołać, że mam już wracać, bali się o mnie. Wracałam i ze wzruszeniem patrzyłam, że czekają na mnie moi „chłopcy” – mężczyzna i mały Jasiek. W trakcie pracy na planie syn przystawał na takie sugestie.
Jakie wrażenie z państwa współpracy było najmocniejsze?
Może zachwyt? Proszę nie kłaść tego na karb dumy mamuśki. Z zachwytem przyglądałam się Jaśkowi – reżyserowi. Jego uwagi dla aktorów były trafne i ważne. Atmosfera na planie fantastyczna, przyjazna. Ekipa to w dużej mierze osoby, które już wcześniej z nim pracowały. Czarujący ludzie z poczuciem humoru. Rozumiejący, że ich wspólny wysiłek ma sens. Jasiek podąża tropem ojca. Otóż Gustaw, reżyserując film czy teatr telewizji, miał rozrysowany schemat pracy, czyli miniaturowe obrazki: gdzie stanie kamera, światła, gdzie aktorzy, jak będzie wyglądał ruch sceniczny itd. Identyczne obrazki narysowane na marginesie scenariusza zauważyłam u syna. Niesamowite odkrycie.
Z książki dowiedziałam się, że Jan Holoubek docenia aktorów, którzy potrafią płynnie przechodzić z pracy teatralnej w filmową – co nie zdarza się każdemu. Pani, wydaje się, jest aktorskim kameleonem.
Kiedy staję przed kamerą, automatycznie zmieniam sposób gry. Nauczyłam się tego jako piętnastolatka
Pozostało 70% artykułu
Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów
Kup subskrypcję, aby mieć dostęp
do wszystkich artykułów miesięcznika Twój Styl
PRENUMERATA AUTOODNAWIALNA WYDAŃ CYFROWYCH
- Wyjątkowa oferta cenowa tylko dla subskrybentów
- Dostęp przez przeglądarkę internetową lub dedykowaną aplikację
- Automatycznie odnawialne zamówienie bez dodatkowych procedur
- Możliwość rezygnacji z subskrypcji w dowolnym momencie
- Ulubione treści zawsze w zasięgu ręki
4.9 zł miesięcznie
Kup teraz