Przejdź do zawartości

Fruwać, nie dreptać. Wywiad z Magdaleną Zawadzką

Rozmawiała: Agnieszka Litorowicz-Siegert, zdjęcie: Bartek Wieczorek/Visual Crafters

Data publikacji: 02.01.2026

Tekst ukazał się w magazynie Twój STYL nr 12/2025

Ciągle w  ruchu, biega na teatralne próby, nagrywa, trudno ją złapać. Działa na wysokich obrotach i  cieszy się, że ma dużo pracy, którą kocha. Magdalena Zawadzka zagrała w  serialu Heweliusz reżyserowanym przez... Jana Holoubka. Inicjatywa była jego. Ona ma zasadę: nie starała się o  role u  męża Gustawa Holoubka, nie zabiega o  nie w  produkcjach syna. Rozdziela pracę i  życie prywatne. Bliscy są dla niej najważniejsi, bo siła jest w  rodzinie.

Nieduża, ale ważna rola – mówi o  swoim udziale w  serialu o  katastrofie promu Heweliusz, o  próbach znalezienia winnych i  szukaniu prawdy przez bliskich ofiar. Gra matkę jednego z  kapitanów promu, który pływał na Heweliuszu, i  chce chronić dobre imię oskarżanego o  błędy kapitana Andrzeja Ułasiewicza. Jest scena, w  której Magdalena Zawadzka pokazuje aktorskie mistrzostwo – gdy jej bohaterka stara się pomóc żonie Ułasiewicza w  kontrowersyjnej sprawie związanej z  procesem. I  tu odwracają się losy wątku. Kto zna Magdę, zapewne uzna: cała ona. Silna i  subtelna, pozornie pewna siebie i  wrażliwa.

Twój STYL: Pamięta pani dzień 13 stycznia 1993 roku?

Magdalena Zawadzka: Oczywiście. Informacja o  tragicznej katastrofie była ogromnym zaskoczeniem. Prom wydawał się bezpiecznym środkiem transportu. Choć wiadomo, że natura może spowodować przerażające straty, a  nieprzewidywalność pogody zaskakuje. Gdy ogląda się tamte wydarzenia na zdjęciach tak realistycznych jak w  serialu, rośnie poczucie, że woda to żywioł, wobec którego człowiek jest malutki. Mrówka we wszechświecie.

W  książkowej rozmowie Cezarego Łazarewicza z  Janem Holoubkiem Między światłem a  cieniem przeczytałam o  trudach produkcji serialu. Jeszcze 20 lat temu zdjęcia o  takim rozmachu i  wiarygodności były tylko marzeniem. 

À  propos książki – dowiedziałam się o  niej mimochodem. Jasiek – w  domu rodzinnym zawsze tak do niego mówiliśmy – jest do tego stopnia skromny i  skryty, że rzadko mnie o  takich sprawach informuje. Jego zdaniem nie ma po co zaprzątać mi głowy. Może to sposób na chronienie mnie? On w  ogóle nie lubi się zwierzać i  pod tym względem się różnimy, ja jestem bardziej otwarta i  spontaniczna. Gdy pokazał mi Heweliusza jeszcze „na brudno”, bez efektów, muzyki i  ostatecznego montażu, byłam pod wrażeniem ogromu pracy, talentu wszystkich, którzy tworzyli ten serial, na czele z  reżyserem, moim Jaśkiem. Zachwyciły mnie także niebywałe możliwości techniczne. Cieszę się, że mogłam wziąć udział w  tak wyjątkowym przedsięwzięciu.

Reżyser syn powiedział o  współpracy z  aktorką mamą: „Było trochę stresu”. I  że była pani dobrą kandydatką do roli matki Piotra Bintera.

Ja nie czułam stresu, byłam szczęśliwa, że gram w  serialu syna. Nigdy, ani w  stosunku do męża, ani do Jaśka, nie miałam oczekiwań związanych z  propozycjami ról. Zawsze byłam samodzielna i  to, co osiągnęłam w  zawodzie, zawdzięczam rzetelnej pracy i  wielu wspaniałym ludziom, z  którymi miałam szczęście pracować. I  – co ważne – sprzyjającemu mi losowi. Tylko nieżyczliwi, a  tacy też są, mówią, że karierę zawdzięczam mężowi. A  ja nawet nigdy nie używałam i  nie używam jego nazwiska, ono figuruje tylko w   dokumentach.

O  pani pozycji świadczy anegdota, wedle której, gdy mąż przyszedł do szpitala pierwszy raz zobaczyć dziecko, usłyszał: „Panie Zawadzki, syn się panu urodził!”.  

Druga zabawna sytuacja zdarzyła się, gdy poszłam zarejestrować Jasia i  wpisać dziecko do dowodu osobistego, taki byłwtedy przepis. Urzędniczka napisała: „Jan Zawadzki, syn”. Złapałam ją za rękę i  mówię: przecież to jest mały Holoubek! Przekreśliła i  postawiła na tym pieczęć. Mam ten stary dowód do dziś jako pamiątkę tej pomyłki. Te anegdoty, z  których śmiał się także mój mąż, kolportował przyjaciel Gustawa, Tadeusz Konwicki. Mąż, gdy zaczęliśmy być ze sobą na dobre, powiedział: „Ustalmy, będę cię obsadzał z  największą radością, jeśli uznam, że jesteś najlepsza do danej roli. Natomiast nie obsadzę, gdy bardziej odpowiednia będzie inna aktorka”.I  to zapamiętałam na zawsze. Gdy syn zaproponował mi zagranie w  Heweliuszu, ucieszyłam się i  chciałam to zrobić jak najlepiej. Dla mnie nawet mała rola znaczy wiele. Tak było u  Krzysztofa Zanussiego w  Barwach ochronnych czy w  Ekscentrykach Janusza Majewskiego. Staram się, by postać, którą gram, została zauważona.

Matka kapitana Bintera z  Heweliusza to postać łagodna i  zdecydowana jednocześnie. Podoba mi się jej sprawczość.

Chciałam zagrać matkę, która ma do powiedzenia więcej niż: „synku, może byś coś zjadł?”. I  bardzo zależało mi na pokazaniu głębokiej więzi z  dorosłym dzieckiem. W  trakcie pracy na planie podsuwałam delikatnie swoje pomysły, bo miejscami tekst wydał mi się zbyt schematyczny. Tym sposobem wdarło się tam trochę „prywaty”. Na przykład w  scenie, gdy opowiadam filmowemu synowi, jak w  jego dzieciństwie chodziliśmy nad morze. Kiedy z  Gustawem i  małym Jasiem byliśmy na plaży, chętnie wchodziłam do wody i  płynęłam w  siną dal. Oni stali na brzegu i  w  pewnym momencie zaczynali wołać, że mam już wracać, bali się o  mnie. Wracałam i  ze wzruszeniem patrzyłam, że czekają na mnie moi „chłopcy” – mężczyzna i  mały Jasiek. W  trakcie pracy na planie syn przystawał na takie sugestie.

Jakie wrażenie z  państwa współpracy było najmocniejsze?

Może zachwyt? Proszę nie kłaść tego na karb dumy mamuśki. Z  zachwytem przyglądałam się Jaśkowi – reżyserowi. Jego uwagi dla aktorów były trafne i  ważne. Atmosfera na planie fantastyczna, przyjazna. Ekipa to w  dużej mierze osoby, które już wcześniej z  nim pracowały. Czarujący ludzie z  poczuciem humoru. Rozumiejący, że ich wspólny wysiłek ma sens. Jasiek podąża tropem ojca. Otóż Gustaw, reżyserując film czy teatr telewizji, miał rozrysowany schemat pracy, czyli miniaturowe obrazki: gdzie stanie kamera, światła, gdzie aktorzy, jak będzie wyglądał ruch sceniczny itd. Identyczne obrazki narysowane na marginesie scenariusza zauważyłam u  syna. Niesamowite odkrycie.

Z  książki dowiedziałam się, że Jan Holoubek docenia aktorów, którzy potrafią płynnie przechodzić z  pracy teatralnej w  filmową – co nie zdarza się każdemu. Pani, wydaje się, jest aktorskim kameleonem.

Kiedy staję przed kamerą, automatycznie zmieniam sposób gry. Nauczyłam się tego jako piętnastolatka

Pozostało 70% artykułu

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp
do wszystkich artykułów miesięcznika Twój Styl

PRENUMERATA AUTOODNAWIALNA WYDAŃ CYFROWYCH

  • Wyjątkowa oferta cenowa tylko dla subskrybentów
  • Dostęp przez przeglądarkę internetową lub dedykowaną aplikację
  • Automatycznie odnawialne zamówienie bez dodatkowych procedur
  • Możliwość rezygnacji z subskrypcji w dowolnym momencie
  • Ulubione treści zawsze w zasięgu ręki

4.9 zł miesięcznie

Kup teraz

Masz już wykupioną subskrypcję?

Zaloguj się