Czuła na świat. Wywiad z Matyldą Giegżno
Tekst ukazał się w magazynie Twój STYL nr 1/2026
Powiedzieć: skok na głęboką wodę – to mało. Kto udźwignie rolę niewidomej zakochanej dziewczyny, która nie narzeka na los? Spróbowała Matylda Giegżno, 25-latka bez dyplomu z filmówki. Efekt? Główna nagroda dla aktorki pierwszoplanowej na festiwalu w Gdyni za kreację w Światłoczułej. Matylda mówi o tym, co jej dało to doświadczenie i czy niewidzenie ma wpływ na… lepsze widzenie świata.
Aktorzy lubią opowiadać o wchodzeniu w rolę. O trudzie, przygodach, lęku lub frajdzie. Matylda też ma przeżycia nieprzeciętne i jaskrawe. Ale najpierw rozmawiamy chwilę o... Konkursie Chopinowskim. Bo poprzednim razem spotkałyśmy się, gdy ruszały eliminacje, w hotelu goszczącym uczestników. Zaszła zabawna pomyłka i Matyldę wzięto za pianistkę. Może dlatego obserwując finałowe występy, zastanawiałam się, jak wyglądałaby przy fortepianie, w co byłaby ubrana. Próbujemy to sobie wyobrazić....
Matylda Giegżno: Marynarka oversize, z tyłu mogłaby mieć poły jak frak. Z delikatnymi błyszczącymi elementami. Spodnie i szpilki. W Gdyni nie wywróciłam się na wysokich obcasach, więc pewnie dałabym radę i na scenie filharmonii.
Twój STYL: Na gali finałowej festiwalu filmowego w Gdyni miałaś odważną stylizację: marynarka z atłasowymi klapami i koronkowy biustonosz. Klasa.
Ubrał mnie Maciej Zień, podobnie jak na premierę Światłoczułej. Czułam się wyjątkowo, bo strój uszyto specjalnie dla mnie. Pierwszy raz spotkała mnie taka przyjemność. Szkoda tylko, że w Gdyni miałam zapalenie krtani i niewiele mogłam powiedzieć ze sceny.
Ale pół roku wcześniej mówiłaś, że to intuicja podpowiadała, by wziąć tę rolę. Warto było jej zaufać?
Nagroda była wspaniałym potwierdzeniem, że to, co robię i kocham, podoba się i zostało docenione. Ale na etapie castingu rzeczywiście gdzieś głęboko w ciele czułam, że mam zagrać w Światłoczułej.
Ważne wydają się recenzje, także od osób niewidzących: dobrze, że powstał film, który niewidomą dziewczynę czyni główną bohaterką, a nie bezradnym obiektem troski.
Film nie jest poradnikiem, jak obchodzić się z osobą niewidzącą ani jej pamiętnikiem. To historia dwojga zakochanych. Odmienność Agaty jest elementem postaci, a nie cechą, która determinuje jej charakter.
Ale przemyciliście kilka sugestii, które uczą wrażliwości. Choćby ta, że jeśli ktoś nie chce, nie pomagaj na siłę. Jak kobieta na przejściu dla pieszych, która niepotrzebnie ciągnie Agatę przez pasy.
Nieumiejętna pomoc, nawet z dobrej woli, może być opresyjna. Wyobraźmy sobie stację kolejową i kobietę z laską, która chce wejść do wagonu. Dotykamy jej ramienia, a ona przestraszona upada. Nie każdy lubi być dotykany, a co dopiero osoba, która nie widzi. Chcieliśmy widzów uczulić, że trzeba pytać, czy ktoś potrzebuje wsparcia, i uszanować, gdy mówi, że nie. Bo to on wie lepiej.
Wierzę ci, gdy grasz Agatę. Jaką pracę musiałaś wykonać, żeby stać się tak przekonująca na ekranie?
Ogromną. Na castingu usłyszałam od reżyserki obsady, żeby nie przejmować się niewidzeniem, bo tym zajmiemy się, jak dostanę rolę. Po spotkaniu z reżyserem Tadeuszem Śliwą wiedziałam, że będzie ciężko. Pojawił się pomysł, żebym użyła soczewek, które przesłaniają źrenice, ale on powiedział: „Nie będziemy Matyldzie niczego ułatwiać”. Wszystkie sceny miałam zagrać z otwartymi oczami. Nie było mowy o ciemnych okularach. Musiałam wypracować efekt „nieobecnego wzroku” – to było najtrudniejsze.
Filmowa Agata przestała widzieć jako czterolatka, nie pamięta niczego z pierwszych lat życia. To rys osobowości, który aktorka musi wziąć pod uwagę.
Niektórzy niewidomi podobno mają sny w jakimś sensie wizualne, ale bez konkretnych obrazów. Impulsy światła, kolory. W realnym życiu nie wszystkich otacza ciemność. Gdy znajdą się w pomieszczeniu, do którego przez okno wpada światło, potrafią określić, gdzie okno jest. Tak było z Agatą, scenariusz zakładał, że ma poczucie światła. Ale ta świadomość niespecjalnie mi pomagała. W przygotowaniach wspierali mnie ludzie z Polskiego Związku Niewidomych. Zaczęliśmy od warsztatów, w których brali udział także: Ignacy Liss, mój filmowy partner Robert, i Bartek Deklewa grający Igora, przyjaciela Agaty. Poznawaliśmy urządzenia pomagające niewidzącym. Czujnik cieczy pika, gdy przy nalewaniu przekracza się bezpieczny poziom. Spinacze pozwalają prać skarpetki w parach, pojemniki na monety ułatwiają rozpoznawanie nominałów. Byłam zaskoczona, ile jest tych wynalazków. Potem zostałam sama z panią Agnieszką, trenerką. Uczyła mnie chodzenia z laską. Wyobrażałam sobie
Pozostało 70% artykułu
Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów
Kup subskrypcję, aby mieć dostęp
do wszystkich artykułów miesięcznika Twój Styl
PRENUMERATA AUTOODNAWIALNA WYDAŃ CYFROWYCH
- Wyjątkowa oferta cenowa tylko dla subskrybentów
- Dostęp przez przeglądarkę internetową lub dedykowaną aplikację
- Automatycznie odnawialne zamówienie bez dodatkowych procedur
- Możliwość rezygnacji z subskrypcji w dowolnym momencie
- Ulubione treści zawsze w zasięgu ręki
4.9 zł miesięcznie
Kup teraz