Przejdź do zawartości

Chcesz tęczy? Musisz znieść deszcz. Wywiad z Aleksandrą Popławską

Rozmawiała: Beata Nowicka, zdjęcie: Aleksandra Zaborowska

Data publikacji: 05.10.2026

Tekst ukazał się w magazynie Twój STYL nr 11/2026

Czasem odrywa się od ziemi, ale na co dzień twardo po niej stąpa. Aleksandra Popławska urodziła się na Śląsku, po śląsku żartuje i przeżywa emocje. Mówi, że ma śląską duszę. Introwertyczka, na scenie i planie filmowym daje upust emocjom, które prywatnie chowa. Odzyskuje równowagę, włócząc się z psami po lesie i praktykując jogę. Spokój? Nie zawsze go czuje. Dlatego wie, ile jest wart.

W genach ma zakodowaną siłę i potrzebę niezależności. Choć jest też druga, artystyczna strona, utkana z wrażliwości. Mama Aleksandry Popławskiej amatorsko występowała w sztukach, chciała zostać aktorką, ale nie było jej stać na studia. Miłością do teatru zaraziła córki – Olę i młodszą Magdalenę. Zaczęło się od konkursów recytatorskich, poezji śpiewanej, nauki w szkole muzycznej. Były sukcesy, wyróżnienia, nagrody. Pierwsza poważna porażka? Ola nie dostała się do szkoły teatralnej. Przez rok uczyła muzyki w podstawówce, a potem zdała na wymarzone studia aktorskie i wyjechała do Wrocławia. Nie wróciła już na Śląsk. Na drugim roku zaniosła CV do wszystkich wrocławskich teatrów. Mówiła, że nie ma pieniędzy i przyjmie każdą rolę. Zadziałało. Zaczęła grać w Teatrze Polskim. Dwa lata później dostała angaż w warszawskim Teatrze Rozmaitości. Popularność? Musiała na nią poczekać, przyszła z serialem Wataha i rolą prokuratorki Igi Dobisz. Nie zmieniła Oli. Nadal chodzi własnymi ścieżkami, od ponad 20 lat związana jest z aktorem Markiem Kalitą. Mieszkają z dala od miasta, w domu na skraju Puszczy Kampinoskiej. Cieszą się ciszą, wdychają zapach drzew.

Twój STYL: Dzieci, mistrzowie magicznego myślenia, wierzą, że są nieśmiertelne. Artyści o tym marzą, rzecz osiągalna?

Aleksandra Popławska: Niedawno zmarła Dolly Parton, idolka, dla mnie pozostanie nieśmiertelna. Podobnie jak Tim Curry, genialny w The Rocky Horror Picture Show. Odeszli tego samego dnia. Dolly była jedną z najbardziej hojnych i zaangażowanych charytatywnie gwiazd. Kobieca, pełna energii, autoironiczna. Emanowała radością życia. Śpiewała: „Jeśli chcesz tęczy, musisz znieść deszcz”. Prawda. Tim łączył dystyngowaną elegancję z brytyjską ekscentrycznością. Imponował dyskrecją. Mówił: „Nie opowiadam, z kim sypiam ani czy jestem zakochany. Dla mnie to sprawa najwyższej wagi, a dla ludzi – nieistotna”. Podarowali nam piosenki, filmy i odcisnęli ślad w ludzkich sercach. Pozostawić po sobie świadectwo bycia dobrym człowiekiem, który ma pasje i robi ciekawe artystycznie rzeczy – to jest nieśmiertelność.

„50 lat to nie wiek, lecz półwiecze doskonałości”. Kilka miesięcy temu w dniu 50. urodzin otworzyłaś oczy i pomyślałaś: „To już? Tak szybko minęło?”.

Nawet nie pamiętam, co wtedy robiłam. Mamie musiałam przypomnieć, żeby mi złożyła życzenia, bo skończyłam już tyle lat. Stwierdziła, że z jej perspektywy nadal jestem młoda, wiek to tylko liczba. Z matmy nie byłam dobra, więc liczenie, ile czasu upłynęło, mnie nie interesuje. Nie wyprawiam urodzin, więc z pięćdziesiątki nie zrobiłam afery. Dotkliwiej przeżyłam czterdziestkę. Wydawało mi się, że nic ciekawego artystycznie już mnie nie spotka. Dekadę później okazało się, że się pomyliłam. Jestem aktywna, dbam o kondycję psychiczną i fizyczną. Od lat praktykuję jogę, niedawno zafascynowała mnie wersja „powietrzna” – aerial joga. Do głowy mi nie przyszło, że w tym wieku będę robiła akrobatyczne wygibasy, unosząc się nad ziemią! (śmiech)

A robisz, co widać na zdjęciach.

Daje mi to ukojenie po stresujących momentach, uspokaja. Wiek nie ma większego znaczenia, dopóki jesteśmy w formie, mamy poukładane relacje z najbliższymi, czujemy się kochani i kochamy. To dla mnie dobry moment, ale nic nie jest dane na zawsze, trzeba nad sobą pracować. Nadal szukam harmonii, poza tym zostałam debiutantką, na to nigdy nie jest za późno! Po raz pierwszy będę w „Twoim STYLU” na okładce. Drugi debiut mam w Netflixie. Już niedługo premiera serialu Znieczulenie, gdzie zagrałam psychiatrkę, doktor Jagodę Wilk. W głównej roli wystąpił Leszek Lichota. Po dziesięciu latach od Watahy ponownie spotkaliśmy się na planie, to była cudowna sentymentalna podróż. Ostatnio lubię takie. Miewam przebłyski z dzieciństwa i czasem mi żal, że coś przeminęło bezpowrotnie. Zapach i smak pomidorów babci Marianny. Tęsknię za nimi. Rosły na polu, dojrzewając w słońcu. Gdzie teraz znajdziesz takie? Wszystko rośnie przykryte folią. Babcia dawała mi rzodkiewki o dziwacznych kształtach, bardzo ostre. Na boisku niedaleko było drzewo morwy białej, jakie pyszne miało owoce! W sklepie sprzedają tylko suszone. Wakacje na wsi to była miła odmiana po Śląsku. Miałam swoją motyczkę do usuwania chwastów, można było zbierać stonki i robić wyścigi, która pierwsza dobiegnie do ziemniaka. Czasem mi szkoda, że trzeba było dorosnąć i robić te wszystkie trudne „dorosłe” rzeczy: wypełniać faktury, pity, rachunki. Stonki były fajniejsze.

Dzieciństwo dało ci poczucie bezpieczeństwa?

W jakiejś mierze tak. Zdarzały się też trudne chwile związane z chorobą alkoholową taty. Ale wolę koncentrować się na dobrych, jak wakacje u dziadk

Pozostało 70% artykułu

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp
do wszystkich artykułów miesięcznika Twój Styl

PRENUMERATA AUTOODNAWIALNA WYDAŃ CYFROWYCH

  • Wyjątkowa oferta cenowa tylko dla subskrybentów
  • Dostęp przez przeglądarkę internetową lub dedykowaną aplikację
  • Automatycznie odnawialne zamówienie bez dodatkowych procedur
  • Możliwość rezygnacji z subskrypcji w dowolnym momencie
  • Ulubione treści zawsze w zasięgu ręki

7,20 zł miesięcznie

Kup teraz

Masz już wykupioną subskrypcję?

Zaloguj się