Chcę więcej! Wywiad z Natalią Szroeder
Tekst ukazał się w magazynie Twój STYL nr 4/2026
Pomysł na piosenkę przychodzi do niej przed snem. Chwyta telefon, żeby nagrać zarys melodii. Kiedyś radziła się innych, dziś sama umie ocenić, co dobre. W muzyce i w życiu. Natalia Szroeder, choć jest na estradzie od dziecka, dopiero przed trzydziestką zaczęła śpiewać… własnym głosem. Miło z nią być, bo ma dobrą energię i dużo sympatii do świata.
Liczba 132 miliony odsłuchań jej piosenek na Spotify brzmi abstrakcyjnie, ale serwis uściśla: utwory Natalii Szroeder odtwarzane są ponad 50 tysięcy razy każdego dnia. Pół miliona osób obserwuje ją na Instagramie. Wokalistka, kompozytorka i autorka tekstów występuje na wielkich koncertach – Open’er, Męskie Granie. Do tego jest jurorką w polsatowskim Must Be the Music. Natalia, rocznik ’95, już w podstawówce ćwiczyła przyszłe autografy, wypracowany wtedy zawijas jest w użyciu do dziś. Pochodzi z małego Parchowa na Kaszubach, a niedawno jej wizerunek wyświetlono na billboardzie na Times Square. Czy może zakręcić się w głowie? Pewnie tak, ale ona ma mocną rodzinną bazę i poukładane priorytety. To pomaga się nie zatracić, chociaż swoje musiała przepracować. Długo była – jak określa – „people pleaserem”, chciała zadowolić wszystkich. Taka cecha wykańcza. Pogadamy o tym, ale na początek muszę wyjaśnić inną kwestię.
Twój STYL: Zapamiętałam cię z naszej gali Doskonałości Mody. Na takich imprezach ludzie oceniają, jak się ktoś ubrał. A ty powiedziałaś, że prowadzący używali ładnego języka i że kochasz polszczyznę.
Natalia Szroeder: Jestem wrażliwa na słowo. Gdy przeżywałam pierwsze zauroczenia i było pisanie liścików wrzucanych do szafek w szatni, zwracałam uwagę, czy chłopak poprawnie stawia przecinki. Wiem, różnie bywa: ktoś mógł mieć dysleksję i jeśli napisał ż zamiast rz, nie znaczyło, że jest durniem. Ale lubię słuchać tych, którzy do języka podchodzą z czułością. Pytają mnie, czemu nie piszę piosenek po angielsku. Używam angielskich wyrazów w mowie potocznej, to bywa przydatne. Ale uważam, że polszczyzna ma tyle pięknych słów, że szkoda z tego nie czerpać. Mam to z domu. Rodzice są wrażliwi na język i od zawsze zwracali nam na niego uwagę. Tata dwa lata temu obronił doktorat z literaturoznawstwa, jestem z niego dumna. Mama, nauczycielka, też mówi piękną polszczyzną. Czytali nam Brzechwę, Tuwima, Konopnicką. Jako dziecko startowałam w konkursach recytatorskich, co wspominam z ogromnym sentymentem. Lubiłam słowo i miałam bujną wyobraźnię, więc dużo pisałam. Teraz naturalnie znalazło to miejsce w mojej pracy.
Masz ukochane słowa?
Podium zmienia się dość często. To zależy od momentu w roku, w życiu, w pracy. Topka w tym miesiącu to zdecydowanie „sarenka” i „perełka”.
Dobrze się składa z tą perełką, bo słyszałam, że masz słabość do litery P – od niej zaczynają się tytuły twoich piosenek.
Zrobiłam taki zabieg przy płycie Pogłos. Wszystkie piosenki mają tytuły na P. Wydając ją (w 2021 – red.), nie byłam debiutantką, bo zaczęłam śpiewać publicznie wiele lat wcześniej. Ale to był moment, gdy wzięłam sprawy artystyczne w swoje ręce. Usłyszałam gdzieś, że używając słów na P można wyrazić po polsku najwięcej. A ja chciałam tą płytą opowiedzieć siebie na nowo.
W świecie twoich językowych fascynacji ważna jest też kaszubskość.
Dorastaliśmy w domu, który uczył nas miłości do korzeni. Szacunek do tradycji zaszczepiali w nas nie tylko rodzice, ale także dziadkowie. Na Kaszubach od lat działa zespół folklorystyczny Modraki, założony przez mojego dziadka Waldka, po którym pałeczkę przejęli moja mama i wujek. Tata prowadził Teatr Dialogus, który wystawiał między innymi spektakl oparty na naszej regionalnej epopei Żëcé i przigòdë Remùsa (Życie i przygody Remusa). Jest również pomysłodawcą i organizatorem festiwalu Cassubia Cantat, który ma na celu popularyzację tradycyjnych pieśni kaszubskich i wprowadzenie ich do współczesnej kultury. Kaszubski był i jest bardzo obecny w naszym życiu i choć na co dzień nie rozmawiamy w tym języku, zostały nam wtrącenia.
Na przykład?
„Jo” zamiast „tak”. Używam go w Warszawie i już sporo znajomych tym zaraziłam. W rodzinie mamy humorystyczne powiedzonko, gdy ktoś czegoś nie chce zrobić: „nié móm czasu, przindz jitro” („nie mam czasu, przyjdź jutro”). Albo: „no jo, to bë tak bëło” – kiedy rozmowa przestaje się kleić. Dużo się w Polsce mówi np. o folklorze góralskim, który jest przepiękny, ale chciałabym, by ludzie poznali także nasze kaszubskie bogactwo. Na ostatniej płycie wzięłam na warsztat jedną z moich ukochanych melodii kaszubskich. Folk to kopalnia inspiracji.
Piszesz teksty piosenek. A Włodzimierz Korcz mawia, że aby to robić, trzeba najpierw sporo czytać.
Zgadzam się. Teraz jestem w procesie pisania. Trudny moment, bo zaczynając każdy projekt, mam wrażenie, że muszę się tej materii uczyć od nowa. Katorga, niemal stany depresyjne. (śmiech) Ale już się nauczyłam, że trzeba cierpliwości. Odblokowuję się, czytając teksty autorów, których cenię. Nie po to, by ściągać, tylko żeby się napawać. Gdy pisałam płytę REM, czytałam Sylwię Plath. Lubię też teksty rapowe, choć do rapu nie jest mi najbliżej. A
Pozostało 70% artykułu
Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów
Kup subskrypcję, aby mieć dostęp
do wszystkich artykułów miesięcznika Twój Styl
PRENUMERATA AUTOODNAWIALNA WYDAŃ CYFROWYCH
- Wyjątkowa oferta cenowa tylko dla subskrybentów
- Dostęp przez przeglądarkę internetową lub dedykowaną aplikację
- Automatycznie odnawialne zamówienie bez dodatkowych procedur
- Możliwość rezygnacji z subskrypcji w dowolnym momencie
- Ulubione treści zawsze w zasięgu ręki
4.9 zł miesięcznie
Kup teraz