Będę dla siebie CZUŁA. Wywiad z Karoliną Gruszką
Tekst ukazał się w magazynie PANI nr 3/2026
Wierzy, że nawet w najgłębszym mroku można dostrzec światło. Jej sposób na trudne czasy? Bliskość, rodzina. „W naszej miłości jest siła, która sprawi, że niezależnie od okoliczności będziemy potrafili zachować człowieczeństwo. Razem damy radę”, mówi Karolina Gruszka.
PANI: Jaki był najgorszy komentarz, który przeczytałaś na swój temat?
KAROLINA GRUSZKA: Nie czytam komentarzy, nie mam takiej potrzeby. Zresztą poza tym, że mam męża Rosjanina, to nie jestem na tyle kontrowersyjną osobą, żeby w internecie toczyły się emocjonalne dyskusje na mój temat. (śmiech) Pamiętam tylko, że wiele lat temu jeden z tabloidow napisał, że mąż mnie bije i muszę sama wychowywać dziecko, co mój ukochany dziadek, który śledził wszystkie doniesienia prasowe na mój temat, bardzo przeżył. Bo był z pokolenia, dla którego słowo pisane miało wartość, i trudno mu było uwierzyć, że można wydrukować coś, co jest kłamstwem.
Zbierał wycinki z gazet na twój temat?
Wszystkie. Pisał do nich swoje obszerne komentarze i tworzył z tego księgi, które potem dostałam od niego w prezencie. Teraz, kiedy odszedł, te tomy zmieniły dla mnie swój sens i stały się bardzo poruszającą pamiątką po nim. Wracając do komentarzy, śledziłam, co się o mnie pisze tylko raz, kiedy podzieliłam się tym, że choruję na stwardnienie rozsiane. Zrobiłam to, żeby jako osoba publiczna dotrzeć do chorych i ich rodzin z komunikatem, że są już dostępne nowoczesne leki, więc jeśli zacznie się działać wcześnie, to można żyć normalnie. Niestety, zgodnie z moimi obawami niektóre portale plotkarskie opublikowały sensacyjne nagłówki: „Karolina Gruszka nieuleczalnie chora, zostało jej już niewiele czasu”. Na pewno klikalne, za to kompletnie nieprawdziwe.
Pytam cię o to, bo trzecia część filmu familijnego „Za duży na bajki”, w której grasz, i która wchodzi na ekrany w marcu, opowiada o tym, jak jeden komentarz pozostawiony w sieci potrafi doprowadzić do fali hejtu. Oceny i komentarze zawsze były wpisane w zawód aktora, ale odkąd istnieje internet z całą jego anonimowością, wkroczyło to na nowy poziom.
Z podziwem, ale też trochę ze współczuciem patrzę na młodych ludzi, którzy dzisiaj wchodzą w zawód i muszą być aktywni w mediach społecznościowych, bo nie każdy, zostając aktorem, chce być celebrytą. A im mówi się, że jeśli chcą grać, to muszą mieć followersów, bo to transakcja wiązana. Ja na szczęście jestem z pokolenia, które wciąż może decydować, czy w to wchodzi, czy woli pozostać z boku. I choć kilka lat temu założyłam konto na Instagramie, to publikuję tam bardzo rzadko i tylko posty związane z zawodem lub działalnością Fundacji Teal House, którą prowadzimy z mężem. To nie jest element mojej codzienności i nie stoję przed koniecznością bycia z telefonem w ręku i publikowania postów ze swojego życia. Na szczęście wciąż istnieją reżyserzy, którzy, kompletując obsadę, kierują się innymi kryteriami niż liczba lajków.
Dlaczego tak unikasz mediów społecznościowych?
Bo poza tym, że pomagają mi w wypromowaniu spektaklu czy filmu, nie wnoszą do mojego życia nic wartościowego. Widzę też, jaki mają wpływ na naszą psychikę i najbardziej żal mi dzieci. Głęboko wierzę, że social media w ich rękach to okrutny eksperyment psychologiczny. I że za 10 czy 15 lat będziemy w szoku, w jakim stopniu to wszystko było niekontrolowane.
Dzieci komunikują się głownie przez grupy na WhatsAppie, a rodzice często nie mają pojęcia, co się na nich dzieje.
A niestety jest tam dużo psychicznej przemocy, która wymyka się spod kontroli. Bo dzieci nie mają jeszcze w pełni wykształconej empatii i potrafią sobie nawzajem zrobić wielką krzywdę. Będąc schowanym za ekranem znacznie łatwiej drugiej osobie powiedzieć, że jest beznadziejna albo głupia, bo czegoś nie potrafi. A słowa mają ogromną moc, również niszczycielską. I o tym opowiada film „Za duży na bajki 3”. A to jest problem, który występuje w niemal każdej szkole, w każdej klasie. I pogadanki, które organizuje się dla uczniów, nie przynoszą żadnych rezultatów, bo dzieciaki puszczają je mimo uszu. Rodzice często uważają, że są w stanie kontrolować aktywność swoich dzieci w sieci, ale to bzdura, bo one potrafią obejść wszystkie blokady. Niedawno okazało się, że jedną z dziewięciu najczęściej odwiedzanych stron internetowych w Polsce przez dzieci w wieku 7-14 lat jest strona pornograficzna. Zagalopowaliśmy się z tym wszystkim i czas wreszcie otrzeźwieć oraz zrobić krok w tył. Nie bez powodu kolejne kraje wprowadzają coraz ostrzejsze regulacje dotyczące korzystania z mediów społecznościowych przez nieletnich i podnoszą dolną granicę wieku do 15. roku życia.
Argumentem za przyzwoleniem na korzystanie z SoMe niektórych rodziców jest to, że nie chcą, aby dziecko poczuło się wykluczone.
To jest bardzo trudne i są momenty, kiedy trzeba odpuścić. Moja córka bardzo długo w ogóle nie miała smartfona, dostała go kiedy w wieku 13 lat przechodziła do nowej szkoły. I właściwie tylko dlatego, że wiedzieliśmy, że cała klasa będzie na whatsappowej grupie i że to istotny element integracji. Ważne, żeby o tym rozmawiać i starać się dobrze wyczuć, na co nasze dziecko jest już gotowe, a na co jeszcze nie. A co robić, żeby dziecko nie poczuło się wykluczone? Nie mam recepty. My postawiliśmy na budowanie pasji poza światem cyfrowym i to działa. Wtedy książka zamiast reelsów nie jest karą, tylko świadomym i naturalnym wyborem. Maja nie ma TikToka ani Instagrama i na razie nie chce mieć. Czasami przynosi ze szkoły jakieś określenia, którymi żyją jej rówieśnicy, typu Skibi Toilet czy 6-7, a wtedy siadamy razem do komputera i sprawdzamy, skąd to się wzięło, żeby mniej więcej rozumiała, o co chodzi. Przy okazji ja też się czegoś dowiaduję.
6-7 jest wtrąceniem, które nie ma konkretnego znaczenia. I to jest coś, co dla naszego pokolenia może być trudne do przyjęcia. Bo do niedawna każde wyrażenie miało swój przekaz. Z kolei Skibidi Toilet jest serią filmików o toalecie z ludzką głową. To tzw. brainrot, który w zeszłym roku znalazł się w finałowej dwudziestce wyrażeń nominowanych do Młodzieżowego Słowa Roku. Dosłownie oznacza gnicie mózgu.
Tak, brainrot to jest bardzo trafne określenie, a jego popularność pokazuje, że młodzież sama ma świadomość szkodliwości tego ciągłego scrollowania i bezsensownych treści.
Twoja córka wchodzi właśnie w wiek dojrzewania, czyli czas pełen wyzwań również dla rodziców. Jesteś na to przygotowana?
Jestem tego ciekawa. Interesuje mnie to, czym ona żyje. Razem z Iwanem czytamy książki, które przynosi ze szkoły. Znamy też całą dyskografię Billie Eilish niemal na pamięć i sporo piosenek Eminema. Bo kiedy moja córka kogoś słucha, to robi to z pełnym zaangażowaniem, od rana do wieczora. (śmiech) Ciekawi mnie, czemu ona, delikatna i wrażliwa dziewczyna, upodobała sobie właśnie twórczość Eminema. Albo co przemawia do niej w muzyce Billie Eilish, która jest piękna, ale ma też w sobie dużo mroku. To daje pole do rozmów i podejmowania ważnych tematów. Myślę, że nastolatkom warto tłumaczyć, że okres dojrzewania dla każdego jest trudny. I że tak niestety musi być, bo hormony szaleją, a one mają ogromny wpływ na nasze emocje. Chyba dobrze jest powtarzać im, że to normalne, że mają mnóstwo wątpliwości i są tacy chwiejni, ale to w końcu minie, to etap przejściowy. Ważne jest, żeby nie zostawić ich z tym samych. I żeby nie czuli się oceniani. Bo oczywiście nie ze wszystkimi zachowaniami musimy się zgadzać, ale powinniśmy starać się zrozumieć, co za nimi stoi. A jednym nieprzemyślanym słowem z łatwością możemy zniszczyć i tak kruchą już samoocenę nastolatka.
Dzieci uczą się przez przykład, a często równie surowo oceniamy same siebie.
Dziś już zdaję sobie sprawę, że jeśli ja sama nie będę troszczyła się o siebie, to nie nauczę tego mojej córki. I staram się patrzeć na siebie z czułością. Choć to bywa trudne, bo mam tendencję, żeby zapominać o sobie i stawiać potrzeby innych ponad własnymi. Jestem z pokolenia kobiet, które tak zostało wychowane, my gen siłaczki i opiekunki wyssałyśmy z mlekiem matki. Na szczęście dużo zmienia we mnie właśnie macierzyństwo.
W jaki sposób?
Kiedy tak bardzo kochasz swoje dziecko i potrafisz dać mu ogrom ciepła, to dochodzi do ciebie, jak n
Pozostało 70% artykułu
Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów
Kup subskrypcję, aby mieć dostęp
do wszystkich artykułów miesięcznika Pani
PRENUMERATA AUTOODNAWIALNA WYDAŃ CYFROWYCH
- Wyjątkowa oferta cenowa tylko dla subskrybentów
- Dostęp przez przeglądarkę internetową lub dedykowaną aplikację
- Automatycznie odnawialne zamówienie bez dodatkowych procedur
- Możliwość rezygnacji z subskrypcji w dowolnym momencie
- Ulubione treści zawsze w zasięgu ręki
4.9 zł miesięcznie
Kup teraz